OBIADOWE KOŁO RATUNKOWE

Nie wiem czy u Was bywało podobnie ale ja przypominam sobie częste pytanie mojej mamy: Co chcecie dziś na obiad? Czasami bywało i bardziej marudzącym tonem…co ja mam zrobić na ten obiad, już brak mi pomysłów. Hehe to oczywiście nie prawda, moja mama zawsze wymyślała pyszne obiady i starała się urozmaicać naszą kuchnie tak abyśmy nie jedli codziennie tego samego. Była i jest moim Guru w od gotowania. Teraz jednak dokładnie rozumiem co czuła i o co jej chodziło z tym pytaniem! Mimo, że uwielbiam gotować i obiad w moim domu jest codziennie to mam czasami totalną pustkę w głowie i wtedy sięgam po moje koło ratunkowe. Każdy pewnie ma taką potrawę, która ratuje go w sytuacjach kryzysowych typu, nie mam czasu na myślenie, bo zaraz muszę iść do pracy (tak to wygląda u mnie) i wtedy przygotowuje obiad, który lubią wszyscy domownicy, a jest prosty i nie zajmuje zbyt dużo czasu. Dla mojej mamy, w naszym domu rodzinnym była to chińszczyzna, a dla mnie i mojego męża jest to tagliatelle z pesto bazyliowym. Gdy nie mamy zbyt wiele czasu, lub jakiegoś konkretnego smaku i pomysłu na obiad sięgam po makaron, pesto bazyliowe oraz kurczaka (mój mięsożerca musi mieć co jeść) i raz dwa mam obiad. Niby koło ratunkowe a wszyscy happy. A jak to u Was wygląda? Macie jakąś swoja ulubioną potrawę, która służy Wam czasami jako koło ratunkowe?

Reklamy

TYLE SŁOŃCA W CAŁYM MIEŚCIE…

20150321_132133Dzisiaj, jak prawie w każdą sobotę miałam iść z P. na trening, potem sauna itp… ale po pierwsze jestem po piątej nocy w pracy z rzędu, a dziś czeka mnie kolejna i moje ciało lekko niedomaga, a po drugie mamy dziś w Dublinie piękne niebieskie niebo i wreszcie wyszło słoneczko więc nie mogłabym zmarnować tak pięknego popołudnia na kiszeniu się zamkniętym w pomieszczeniu. Tak już tu jest, jak tylko wyjdzie słońce (a nie jest to zbyt częste zjawisko) to wszyscy wychodzą na ulice, do parków, wylegują się na zielonej trawce. I dobrze, trzeba korzystać ile tylko się da, ładować akumulatory i napawać pozytywną energią. Ja tak właśnie zrobiłam. Pierwszy raz w tym roku ubrałam się dość cienko-ryzykantka hehe (a w torbie szalik na wszelki wypadek), oczywiście słuchawki na uszy, bo bez muzyki nie ruszam się z domu, ulubiony zielony koktajl zmiksowany na wynos i wreszcie wyszłam na dłuższy spacer. Uśmiech nie schodził mi z twarzy przez całą drogę do parku, widząc ten piękny błękit na niebie. Promienie słońca rażące w oczy, ahhh jak ja za tym tęskniłam. Oby ta pogoda nie uciekła zbyt szybko, bo od tej szarości to już powoli wpadałam w depresje heh Kilka godzin słońca i od razu chce się żyć, śmiać, skakać z radości. Wiem, że dla ludzi w Polsce może to wydawać się śmieszne – ta cała ekscytacja chwilą słońca, ale uwierzcie mi mieszkam w mieście gdzie przez większą część roku jest szaro buro i ponuro, więc taka chwila słońca to mega zastrzyk pozytywnej energii i mega radocha 🙂PicMonkey Collage1Mój spacer zakończył się wizytą w krainie bajek czyli sklepie Disneya na Grafton Street. Weszłam tam w poszukiwaniu prezentu urodzinowego dla córki mojej przyjaciółki i spotkałam pewną postać z jej ulubionej bajki Frozen, nie oglądałam więc nie wiem jak się nazywa ale jestem pewna, że młoda mnie oświeci. PicMonkey Collage

Życzę wszystkim równie pięknego i pełnego pozytywnej energii dnia, pamiętajcie żeby dużo się uśmiechać … to się udziela innym 🙂

DZIEŃ ŚWIĘTEGO PATRYKA – PARADA W DUBLINIE

Festiwal św. Partyka rozpoczął się 14 marca ale to właśnie wczoraj 17-tego, w St. Patrick’s Day odbyła się parada na cześć bohatera narodowego i kulturowego Irlandczyków. Dzień św. Patryka jest świętem państwowym Szmaragdowej Wyspy od 1903 roku, jednak sam Festiwal został ustanowiony przez rząd Irlandii dopiero w połowie lat 90tych. Pierwszy St. Patrick’s Festival odbył się 17.03.1996 roku i trwał tylko jeden dzień, w ciągu kolejnych lat liczba dni do świętowania wzrosła i sięga nawet 4-5 dni.

PicMonkey Collage7

No i to by bylo na tyle jesli chodzi o książkowe informacje. A jak to wyglada w realu? Całe miasto zebrało się wczoraj na kacu zeby obejrzeć paradę, pisze na kacu, no bo jeśli święto narodowe i dzień wolny od pracy to zeszłej nocy wszyscy imprezowali. Wiem, bo mieliśmy w barze takie tłumy jak w okresie świąt Bozego Narodzenia. Oczywiście wczoraj powtorka z rozrywki, z ta małą róznicą, ze picie zaczęło sie juz od popołudnia.Lol

Tańce, hulanki,  swawole i wszystko i wszyscy w kolorze koniczyny. U nas wczoraj jak zwykle… na wariata, wstaliśmy rano (bez kaca ale zmeczeni jak diabli po dłuuugiej nocy) i polecieliśmy z aparatem na paradę. Ta skończyła się ok 3, potem szybki obiad i znowu do pracy, serwowac co? Zielone koktaile! hehe Na szczęście pogoda była wczoraj sprzyjająca, odbyło się bez deszczu i większych wiatrów. Miejsce udało nam się zająć całkiem niezłe więc troche tych zdjęć npstrykała. A oto moja mała fotorelacja. Miłego oglądania 😉

PicMonkey Collage5PicMonkey Collage4PicMonkey Collage2PicMonkey Collage3PicMonkey Collage1aPicMonkey Collage6

A tu zdjęcie pod tyt. I jak tu nie kochać tego małego słodkiego Ciastka. lol

IMG_7537 (3)

ZWIEDZAMY KATEDRĘ ŚW. PATRYKA

Jutro 17 marca czyli Dzień św. Partyka, wybieramy się na coroczną paradę z tej właśnie okazji ale o tym później.  W sobotę zaczął się St. Patrick’s Weekend i wszystko w Dublinie jest  w kolorze koniczyny. Widok pięknie podświetlonej na zielono Katedry pobudził moją ciekawość i wreszcie wybrałam się razem z P. na wielkie zwiedzanie pięknej Świątyni.

IMG_7371

PicMonkey Collage4Legenda głosi, iż  św. Patryk wykorzystywał do chrztów wodę ze studni w parku obok Katedry i to właśnie ze względu na związek miejsca ze św. Patrykiem w V wieku stanął w tym miejscu drewniany kościół. Świątynia została znacznie rozbudowana przez Normanów w 1191 roku, a na początku trzynastego wieku przybrała już znaną nam obecną postać. PicMonkey Collage5PicMonkey Collage1PicMonkey Collage3PicMonkey Collage2awitrazePicMonkey CollageIMG_7334Katedra otwarta jest dla turystów codziennie, a bilet normalny kosztuje 6euro. Szczegóły na stronie Katedry tutaj.

 

ZACZYNAMY ODLICZANIE…

na bloga bilet

Yeahhhh!!! Bilety kupione teraz zaczynamy odliczanie. Jestem bardzo podekscytowana, bo już zaraz, w czerwcu lecimy na prawie 3 tygodnie do domu, do Gdańska. To nasz pierwszy tak długi urlop od czasu kiedy wyjechaliśmy z kraju. A to wszystko za sprawą dwójki naszych przyjaciół, którzy zrobili nam psikusa i postanowili, że wezmą śluby w tym samym miesiącu. Cheers!!!Choćby się waliło i paliło musimy być tam być, chcemy z nimi być! Na szczęście udało się nam dostać tak długi urlop i wszystko już zaklepane…no prawie wszystko.

Nie ukrywam, że poza euforią którą czuję na myśl o wakacjach nad moim kochanym Bałtykiem, tańcach hulańcach z przyjaciółmi (x2) oraz godzinach, które spędzimy z rodziną  niepokoi mnie  troszkę i sprowadza lekko na ziemię myśl jak wielki to będzie wydatek (wakacje w Polsce są droższe niż w ciepłych krajach… uwierzcie wiem co mówię) hmmm kasa, jak ja jej nie znoszę. No nie ważne, będzie dobrze, jak zawsze. Moja radość jest przeogromna i kasa nie popsuje mi nastroju. Czarne myśli precz, chwilo radości trwaj 🙂 Dwójka naszych przyjaciół odnalazła swoje drugie połówki i powiedzą sobie sakramentalne TAK! Musze być tego świadkiem. Poza tym ogromnie tęsknie za rodziną, za domem, za moim miastem i na samą myśl o 3 tygodniach w domu aż chce mi się skakać. Chyba mam lekki kryzys bycia, życia w Dublinie. Coraz częściej myślami jestem w Polsce i coraz częściej rozmawiamy o powrocie… mix gdansk blog Tak czy siak, dziś jestem w świetnym nastroju, mamy już bilety do domu i zaczynamy odliczanie.

TE DNI…

Dziś hormony mną rządzą i wzięło mnie trochę na wspominki. Kobietą być… ahhh jak ja nie lubię tych dni, tych skoków nastrojów. Śmieję się, płacze, zamyślam i w ściekam … raz mi zimno, a zaraz gorąco. No cóż, przyszło to i pójdzie sobie… za kilka dni, a póki co mój mąż musi znosić mnie w takim zmiennym nastroju. I przytulać, oj tak… dużo przytulać!

A propos wspomnień, siedzę sobie i przeglądam zdjęcia sprzed roku. Otwieram folder z napisem Wielkanoc i zaczynam się śmiać do monitora. To był dopiero dzień heh. Wpadłyśmy na genialny pomysł z moją besti, że zrobimy mała sesje zdjęciową pod tytułem joł jestem skatem 😉 Kiedyś uwielbiałam szerokie spodnie, graffiti i takie kolorowe klimaty. Pomysł był, miejsce, ciuchy, make-up, włosy karbowałam chyba przez godzinę i ruszyłyśmy w trasę. Wszystko było by super gdyby nie ta cholerna kraina deszczowców, zdążyłyśmy dojść na wyznaczone miejsce i nagle deszcz, deszczyk, kochany deszczunio. Lało jak diabli, niestety pogoda pokrzyżowała nam plany, a nasze zdjęcia trwały może z 5 do 10 minut ale uśmiech nie schodził nam z twarzy. Śmiałyśmy się z tej naszej super sesji jeszcze przez wiele tygodni. Co tam, nie zawsze musi być idealnie i mimo, że tym razem nie poszło według planu to był to świetny dzień, w najlepszym towarzystwie. A zdjęć na pamiątkę też kilka jest więc super.

blog ramka1

blog1

3xania

blog2

To właśnie kocham w fotografii, zatrzymanie cudownych chwil na wieki. Patrzymy na zdjęcia i przypominamy sobie o takich świetnych momentach, o ludziach których kochamy, o miejscach w których byliśmy…

 A tak wyglądał dalszy ciąg tego deszczowego Wielkanocnego dnia z kobietą, przy której nie potrafię się nie uśmiechać.

wariatki na bloga

FIOLETOWE SERDUSZKA

Dziś jest jeden z tych dni, w których szperam po szafkach w poszukiwaniu czegoś słodkiego. Czy już wspominałam, że moją wielką słabością są słodycze? Czasami żartuję sobie, że teraz nadrabiam stracony czas, gdyż jako dziecko czekolada mnie zupełnie nie interesowała. Walczę dzielnie z moimi słabościami ale jestem kobietą i jak wiadomo czasami to silniejsze od nas heh. Staram się nie kupować gotowców i w sytuacjach takich jak dziś robię sama jakąś słodką przyjemność. Zdrowszy zamiennik.

IMG_6925 (2)

Dziś padło na moje ukochane muffinki, uwielbiam je a nigdy dotąd nie miałam okazji ich upiec. Jak to możliwe? Sama się zastanawiam. Chyba tu zbyt łatwo są dostępne te pyszności i to czyste lenistwo spowodowało, że nie próbowałam ich wcześniej sama upiec.

IMG_6940 (2)

Przepisów na muffinki jest niezliczona ilość, do wyboru do koloru. Ja wybrałam muffinki z borówkami amerykańskimi. Zazwyczaj bazuje na przepisach ze strony pani Doroty – http://www.mojewypieki.com i tak też było w tym przypadku. Niektóre ciasta są dla mnie zbyt słodkie więc redukuje ilość cukru do minimum ale to już wedle uznania. Tutaj możesz znaleźć przepis. Ta kobieta jest naprawdę genialna w tym co robi. Wszystkie ciasta, które do tej pory robiłam z ”moichwypiekow” wyszły pyszne i piękne.  Jestem pewna, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Z czystym sercem polecam!!!

IMG_6926 (2)

Z racji, że to był mój pierwszy raz trochę się bałam, że muffinki nie wyjdą, nie wyrosną. Robiłam je trochę na czuja, nie miałam pojęcia jakiej konsystencji ciasta się spodziewać (wyszła dość gęsta i kleista masa). Ale tak to właśnie wygląda jak coś robimy po raz pierwszy.

To był jednak strzał w 10 i moje obawy były zupełnie niepotrzebne. Fioletowe serduszka wyszły przepyszne!!! Jeszcze raz z czystym sumieniem polecam przepis Pani D.