GÓRY WICKLOW I JEZIORO GINNESSA

Dziś przeniosę się do magicznego miejsca na południe od Dublina. Z dala od zgiełku miasta i zatłoczonych ulic… tylko my i matka natura. Razem z P. kochamy góry, pochodzimy z nadmarza i pewnie stąd to uwielbienie. Nawet kierunkiem naszej podróży poślubnej były góry – Tatry. Dziś jednak będzie troszkę o tych irlandzkich. Każdy kto mieszka w Dublinie wie, gdzie leżą góry Wicklow. My mamy to szczęście, że całkiem niedaleko mieszka para naszych przyjaciół i to właśnie oni zapoznali nas z tym cudownym miejscem. Pojechaliśmy oglądać pomarańczowe niebo i nawet ogromny wiatr nie zniechęcił nas do wejścia coraz to wyżej i wyżej aby podziwiać cudowne widoki. Napawaliśmy się pięknem natury ile tylko się dało. IMG_1413

IMG_1412

IMG_1461 (2)Ciemne i niesamowicie spokojne jezioro Lough Tay, zwane również Guinness Lake znamy bardzo dobrze z jednej z prac Barta M., to właśnie panorama tego niewielkiego jeziora wisiała w nowojorskiej galerii, w której wiosną tego roku mieliśmy szczęście być. Bart kocha naturę i widać to w jego pracach. Wielu ludziom wydaję się, że to takie łatwe pojechać do lasu, w góry, nad morze, etc. pstryknąć fotkę i już. Fotografie Barta to wyższa szkoła jazdy, tym bardziej tu w Irlandii, gdzie pogoda zmienia się co jakieś 10 minut. Stworzenie jednej panoramy wymaga wiele pokory, cierpliwości i czasu. Godziny koczowania w nadziei na lepsze światło, wspaniały wschód czy zachód słońca. A potem jeszcze godziny przed komputerem żeby złożyć panoramę z kilkunastu klatek. Dla mnie wspaniałe jest to, że Bart odnajduje miejsca jak z bajki, gdybym go nie znała nie uwierzyłabym, że one na prawdę istnieją. Zresztą sami zobaczcie tutaj. A wracając do jeziora Guinnesa… widzicie po prawej stronie niewielką osadę? Dla wszystkich fanów serialu Wikingowie! To tu właśnie kręcony jest popularny serial HBO.wikingowie

IMG_1498 (2)

IMG_1557 (2)

IMG_1623 (2)

IMG_1492 (2)

IMG_1485 (2)Nie wiem czy ktoś ma podobne odczucie ale ja, za każdym razem gdy spaceruje po tej ’’dzikiej’’ części Irlandii mam wrażenie, że przeniosłam się w fantazyjną scenerię Hobbita czy Władcy Pierścieni. Uwierzcie mi, te miejsca naprawdę istnieją, to nie fikcja. Może któregoś dnia wyskoczy mi jakiś krasnal z zza drzewa 😉 Na razie miałam szczęście spotkać duże, beczące barany.lol IMG_1613 (2)

IMG_1424 (2)

 

CO KRYJE W SOBIE PHOENIX PARK?

Końcówka lipca, a u nas już czuć jesienią. Jakoś w tym roku lato nie zagościło nazbyt długo w Dublinie. Teraz też pada, siedzę przy biurku pod oknem i kropelki deszczu spływają delikatnie po szybie….lato wróć!!! Plissss 😉 Może wróci, może nie. Tu nigdy nie wiadomo, bo pogoda w Dublinie zmienia się jak w kalejdoskopie. Tak czy inaczej, czy to w deszczu czy w objęciach promieni słonecznych każdy wspólny, wolny dzień staramy się spędzić na świeżym powietrzu. Dziwię się, że do tej pory nie wspominałam o naszym ulubionym dublińskim parku ale kto śledzi mój Instagram wie, że często tam bywamy. Uwielbiam Phoenix Park, to ogromna, zielona oaza spokoju. Mieszkamy w samym centrum miasta, także dla nas mierzący ponad 700 hektarów park to raj. Wujaszek Google podpowiedział, że powstał on w 1662 roku i jest największym parkiem w Europie. Przyznam, że jeszcze nie udało nam się przejść go całego w dłuż i w szerz ale naszą, tą bardziej centralną połowę mamy obcykaną. IMG_1784Mijając bramę główną „Main Gate” od razu po lewej stronie mamy wypożyczalnie rowerów. Panowie oferują całkiem spory asortyment. Mniejsze, większe, jedno i dwuosobowe. Także dla każdego coś dobrego. Dla zainteresowanych odsyłam na stronę. IMG_1783Idąc kawałek dalej dochodzimy do ogromnego placu, na którym stoi mierzący ponad 62 metry obelisk (największy w Europie). Monument Wellingtona powstał ku pamięci irlandzkiego bohatera i jego zwycięskiej bitwy pod Waterloo. IMG_1765Ta okolica parku kojarzy mi się z centralnym miejscem spotkań. W końcu każdy wie, gdzie stoi obelisk. Tu można zaobserwować najwięcej ludzi grających w piłkę, piknikujących, czy zwyczajnie relaksujących się na trawce. Im dalej w głąb parku tym bardziej dziko. My dziś będziemy szli krokiem zygzakowatym heh, także przechodzimy na drugą stronę ulicy aby zobaczyć… ZOO. Jeszcze nie byłam ale widząc tłumy ludzi i kilometrowy sznur samochodów zaparkowanych wzdłuż drogi wyczuwam, że warto. Nie wykluczone, że pewnego dnia i ja się kiedyś skuszę. IMG_1664Na razie to kusi mnie coś, co stoi niedaleko, a mianowicie bardzo przytulna, niewielka herbaciarnia. Kawa/herbata, a i coś dla głodomorów się znajdzie. Nie wiem czy mają obiady ale zupy na pewno. Dla mnie najważniejsze, że mają pyszna kawę i dobre ciacha 😉 IMG_1660Jak wybieracie się na dłuższy spacer to właśnie tu jest ostatniaa szansa na picie, jedzenie i toaletę. Idziemy dalej, trzymając się prawej strony, bo…. za dwa kilometry zawitamy do Białego Domu. Áras an Uachtaráin (pałac prezydencki) pochodzi z 1751 roku ale rezydencją Prezydenta Irlandii stał się dopiero w roku 1938. Po więcej ciekawostek związanych z tym budynkiem odsyłam tutaj. IMG_1671

IMG_1688

IMG_1694

IMG_1676Jak widać humorki dopisywały, a wszystkie nasze wygłupy nagrali turyści z CityBus heh 😉 W tym miejscu złapał nas mały deszcz, żadna nowość! Spacer w Dublinie, bez choćby mżawki to nie spacer. Wróciliśmy na lewą stronę parku, bo mniej więcej na tej samej wysokości co biały dom, na niewielkim pagórku stoi biały krzyż. Krzyż papieski – to w tym miejscu 29 września 1979 roku ponad milion osób wysłuchało kazania naszego kochanego Jana Pawła II. IMG_1702Niestety deszcz nie dawał za wygraną, padało coraz mocniej także postanowiliśmy kierować w stronę domu, w stronę Main Gate. Nie byłabym jednak sobą gdybym nie spróbowała chociażby odszukać piękności jakie zamieszkują Phoenix Park. Także trzymając się południowo-wschodniej części, mijając w oddali mury The Magazine Fort z 1735 roku, doszliśmy do najważniejszego puntu dnia. IMG_1712Odnaleźliśmy cel naszej małej wycieczki. Kto pamięta słodkiego Bambi z filmu Walta Disneya? My spotkaliśmy jego całą rodzinkę. W Phoenix Parku żyją całe stada danieli i saren. Niby dzikie zwierzęta ale bez problemu dały się sfotografować z bliska 😀IMG_1753 (2)

IMG_1748

IMG_1734

IMG_1693Phoenix Park jest jednym z moich ulubionych miejsc w Dublinie, chodzimy tu z P. na spacery, a czasem poćwiczyć. W parku są boiska do gry w piłkę, plac zabaw dla dzieci, etc. Jest to świetne miejsce na piknik lub spotkanie z koleżanką na kawę. Parę lat temu robiłyśmy tu sesję zdjęciową ”Indianka/Szamanka” ale to już opowiem przy innej okazji 😉 Mam miliony miłych wspomnień z tego miejsca i zachęcam każdego do odwiedzenia Phoenix Parku.

A tu mapka z wszystkimi atrakcjami, jakie napotkaliśmy na naszej drodze 🙂

screen-shot-2014-08-14-at-20-06-34[1]

Z GŁOWĄ W CHMURACH…

foto_029Całkiem niedawno wspominałam o ogromnej dawce adrenaliny, którą zafundowałam sobie skacząc ze spadochronem. Chciałabym się teraz podzielić moimi wrażeniami i w ogóle opowiedzieć jak to wszystko wygląda od kuchni 🙂 O skoku spadochronowym marzyłam już od dobrych kilku lat ale jakoś ciężko było wygospodarować czas podczas krótkich wakacji w Polsce, bo przecież mieszkam w Dublinie 😉 Oczywiście mogłabym skoczyć tutaj… ale jakoś bezpieczniej czułam się w moim mieście, w Gdańsku. Z tego co się orientuję, na pomorzu jest kilka firm organizujących skoki tandemowe ale ja wybrałam sobie tą najbliżej domu, bo zaledwie 10 km od centrum Gdańska – w Pruszczu Gdańskim. SKYluma, bo to właśnie im powierzyłam moje życie hehe to grupa ludzi z ogromną pasją i radością do tego co robią. Bardzo mili, przyjaźni i wyluzowani ale jednocześnie pełni profesjonalizmu. Atmosfera jaką tworzą pomaga zapomnieć o jakimkolwiek strachu. Dla mnie bomba! Przecież byłam tam zupełnie sama. Na szczęście nikt nie dał mi tego odczuć, mój fotograf zagadywał i rozśmieszał mnie prawie do łez. Sajmooon you are the best!! aaa i wisisz mi marchewkę następnym razem 😉 Nie mogę też zapomnieć o Marku- mój tandempilot i o mojej imienniczce (to z Anią korespondujecie w sprawie skoków), bez której nie skoczyłabym tamtego dnia. Miałam małe problemy techniczne (z samochodem) i Ania zaproponowała mi podwózkę. Widać są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie hehe ach są są!!! Dobra, a teraz jak to wszystko wyglądało krok po kroku:

Na początek kombinezon i krótkie szkolenie z Anią foto_000Następnie wsiadamy do samolotu, szybka próba skoku (były nas 3 dziewczyny + tandempilot i fotograf dla każdej z nas) i lecimy Antkiem (samolot AN-2) na wysokość 3000mfoto_006Po osiągnieciu odpowiedniej wysokości skaczemy (ja byłam ostatnia) i tu serce podskoczyło mi do gardła foto_007Teraz moja ulubiona część!!! Spadamy z prędkością światła (190km/h) i robimy głupie miny, bo Sajmooon pstryka foty 😉 foto_008 (2)

foto_010

foto_020

foto_023

foto_012 (2)Przebijamy się przez chmury… dziwne, niepokojące uczucie, może dlatego, że kompletnie nic nie widać. Gdy już przelecimy przez białe kłęby tandempilot otwiera spadochron i szybujemy podziwiając okolice. Marek dał posterować spadochronem 😉 foto_024 (2)No i lądowanie, tego się troszeczkę obawiałam ale nogi do góry i usiedliśmy na pupy bezboleśnie 😉foto_026

foto_027

Dzięki chłopaki 🙂 Świetnie się z Wami bawiłam!!!

A teraz mniej atrakcyjna kwestia… finanse. Cena samego skoku wynosi 700zł, ja jednak wybrałam opcję ze zdjęciami i filmem za 980zł. Jak ktoś skacze pierwszy raz to warto wydać troszkę więcej i mieć taką super pamiątkę. Polecam z całego serca ❤

 

 

 

 

 

 

 

 

 

GDY PO POLICZKU PŁYNĄ ŁZY…

ramkaDzisiaj zaczęłam pisać po angielsku… dlaczego? Bo mniej bolało! Jednak w trakcie skasowałam wszystko i zaczęłam po polsku. Przecież po to zaczęłam prowadzić bloga, żeby móc ulokować gdzieś moje emocje, uczucia, doznania. Boli… bardzo i to zupełnie naturalne. Dokładnie tydzień temu, w piątek otrzymaliśmy bardzo smutną wiadomość, najbardziej bolesną jaką człowiek może usłyszeć. Ludzie często mówią, że nie ma nic gorszego niż utrata dziecka. Choć nie mam jeszcze dzieci potrafię wyobrazić sobie ten ogromny ból i zgodzę się z tym w stu procentach. Jednak tak jak dla rodzica bolesna jest śmierć dziecka, tak dla dziecka bolesna jest śmierć rodzica. Niewyobrażalne uczucie pustki… ból, żal, złość i łzy. Widok mojego męża, który płacze jak dziecko… marzyłam o tym aby zabrać choć cząstkę jego bólu. Niestety tak się nie da, każdy musi wypłakać swoje. Tym bardziej syn. Serce przepełnione bólem, cierpiało podwójnie. Widok teścia, który zasnął na wieki i widok mojego płaczącego P. … to rozrywało mnie od środka. Ja jestem płaczkiem, wzruszam się często, przy różnych okazjach – dobrych i złych. Jednak P. nigdy nie płacze, dusi uczucia w sobie. Tym bardziej ściskało mnie w sercu za każdym razem jak po jego policzku płynęły łzy, bo wiem jak wielki ból temu towarzyszył. Jego jedna łza to tak jak moich sto. Mówi się, że teść czy teściowa to nie rodzina, ja jednak traktuje całą rodzinę mojego męża jak swoją własną. Mamy oboje to szczęście, że nasi bliscy lubią się wzajemnie i wspierają. W takich ciężkich chwilach widać to najbardziej, tą siłę jaką razem tworzymy. Nie wiem co byśmy zrobili bez naszych bliskich… rodziny, przyjaciół. Jeszcze minie wiele tygodni zanim naprawdę dotrze do nas co się stało. Podobno czas leczy rany ale pustki w sercu nie wypełni się niczym.

Spoczywaj w spokoju Ojcze…