FEVER… <3

IMG_2909jego oczami na blogaNo i dopadło mnie choróbsko. Kicham, smarkam ale…. czuję się na maxa szczęśliwa. Dlaczego? Ponieważ osłabienie i gorączka, wprawiły mnie w niezwykły stan olśnienia hehe. Nie mam siły gonić więc na chwilę usiadłam i poczułam ogromny, wewnętrzny spokój. Zrozumiałam, że od dawna nie czułam się tak wyluzowana jak w tym momencie. Bez wyrzutów sumienia, że marnuję cenny czas na chwilę nicnierobienia, na zwykłą chwilę relaksu. Od jakiegoś już czasu wypieram myśl, że sama robię sobie krzywdę tym jaką presje na siebie nakładam. Ale może to jest właśnie ten moment, być może właśnie teraz nadeszła dobra pora aby zwolnić. Mam zbyt duże parcie na życie i to mnie wymęcza psychicznie. Nareszcie powiedziałam to nagłos i szczerze przyznam, że mi ulżyło. Niestety nie jest łatwo to tak od ręki zmienić, tym bardziej, że moje zachowanie poparte jest ciężkimi przeżyciami. Dokładnie pamiętam kiedy zmieniłam się w odkurzacz, który pragnie wessać z życia tyle ile wlezie, a nawet więcej. 4 lata temu odeszła bardzo bliska mi osoba, mój dziadek, mój przyjaciel, mój nauczyciel. Miał on ogromną chęć życia i wolę walki. Wierzył we mnie jak nikt inny! Od najmłodszych lat powtarzał mi abym nigdy się nie poddawała, nawet w trudnych chwilach. Gdy rozmawialiśmy po raz ostatni, powiedział mi, że pragnie przeżyć jeszcze kilka lat. Wtedy nie miałam pojęcia, że to będą ostatnie słowa, jakie od niego usłyszę. Obiecałam sobie, że od tego momentu będę żyła za siebie i za niego. Wyjechaliśmy z P. do Dublina i tu zaczęła się moja gonitwa. Nie ma nic złego w tym, że chce się żyć na maxa, wszystkiego spróbować, zobaczyć, poznać. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy się ’’terroryzować’’ za to, że czegoś się zrobić nie udało, że jesteśmy do bani, że doba za krótka i czasu zabrakło. Są rzeczy, które nie zależą od nas. Trzeba się pogodzić z tym, że niektórych rzeczy zrobić się nie da. A inne można zrobić jutro. Zawsze byłam w gorącej wodzie kąpana ale od kilku lat to stało się moją obsesją. Jakbym podświadomie bała się, że jutra nie będzie i muszę wszystko zrobić teraz… już. Na wszystko przyjdzie czas, jak mam cieszyć się tym co robię i tym co już zrobiłam, jak cały czas myślę o tym co jeszcze do zrobienia? To złe. Powinnam bardziej doceniać to co mam i to kim jestem,  zwyczajnie być z siebie dumna. Nie ma w tym nic złego aby czasem powiedzieć do lustra Good Job Ania – prawda? 😉 Całe życie ciężko pracowałam na to kim jestem, walczyłam nawet wtedy gdy inni nie wierzyli, że mi się uda. Dlaczego tak łatwo o tym zapomniałam? Pogoń za wszystkim i niczym przyćmiła mi oczy i trzeźwe myślenie. Wiem, że nie jestem jedyna na tym świecie, która popełnia takie właśnie błędy. W dzisiejszych czasach ludzie biegną przez życie, gonią niewiadomo za czym, zapominając o przeżywaniu chwil obecnych. Zatrzymaj się na chwilę, popatrz w lustro, doceń samego siebie i ciesz się z tego co masz! Dziękuję ci gorączko za to osłabienie umysłu, za zaatakowanie mojego mózgu hehe za to, że pozwoliłaś mi zatrzymać się na sekundę abym zobaczyła błędy jakie popełniam. Zamiast dręczyć się myślami o wszystkim poza teraźniejszością, o tym co jeszcze muszę zrobić, o rzeczach, których zrobić mi się nie udało, może czas przypomnieć sobie jak wiele już zrobiłam i po prostu żyć chwilą obecną. Tak, to jest mój cel. Spuścić ciśnienie na życie, zwolnić i przeżywać życie. Każdy musi dać sobie w końcu lekkie fory. Na mnie właśnie nadszedł czas.

Reklamy

ODZYSKALIŚMY SYPIALNIE…

No i znowu mój kochany łabądek poszedł w odstawkę. Za nami bardzo intensywny tydzień i serio kolejny raz zwalę na to samo… cierpię na przewlekły brak czasu. Wkurza mnie to, bo im dłużej mnie tu nie ma tym ciężej mi się wraca. Ale co zrobić, pracować trzeba hehe. A, że mam taką pracę a nie inną to ogranicza mnie czas. Czas moim wrogiem hahaha. Dobra dość tego marudzenia, nie samą robotą człowiek żyje. Obiecuję sobie i wszystkim, którzy to czytają, że będę pojawiać się częściej, chociażby po to aby powiedzieć cześć i opowiedzieć jak mi minął dzień. Promise!!!

Dużo się u nas działo w minionym tygodniu. Mieliśmy wyjątkowych gości z Polski. Mój siostrzeniec z dziewczyną wpadli do nas na tydzień, a że zmęczeni byli miastem (Jarmark Dominikański dał im nieźle w kość) to zorganizowaliśmy im tydzień objazdowy po Irlandii. Z dala od tłumów, szumu samochodów, ulic pełnych turystów. Nie ukrywam, że sama nie mogłam się doczekać tej wyprawy w nieznane. O tym gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy napisze wkrótce. Obiecuję. Musze mieć tylko dłuższą chwilę na ogarnięcie zdjęć z wycieczki, a trochę ich zrobiłam.IMG_2302 (2)Ten, kto mieszka w centrum Dublina wie, że samochód to tylko problem, ani nim pojechać do pracy, bo nie ma gdzie zaparkować, ani nic. A trzymać auto tydzień na parkingu, żeby wyjechać raz w tygodniu poza miasto mija się z  celem, tak więc nie mamy czterokołowca. Wkurza nas to czasami, bo oboje lubimy jeździć ale tak jest rozsądniej. Do czego zmierzam… Muszę tu trochę na forum pochwalić mojego P. a co 😉 specjalnie na wycieczkę z naszymi dzieciakami wynajęliśmy auto i przyznam, że trochę się tego bałam, nie znamy dróg, ruch lewostronny no i w samochodzie też wszystko na odwrót 😉 ale mój luby wskoczył za kółko jakby jeździł po wyspach od lat. Gdybym go nie znała, pomyślałabym, że jeździ tu na co dzień. Mój driver 🙂 Oczywiście i ja skorzystałam, dał mi się karnąć hehe. Jakbym mogła nie spróbować. Ciekawska dusza ze mnie. PicMonkey CollageAaaa i … przeżyłam swój pierwszy w życiu stan chomiczego polika haha. Teraz się z tego śmieję ale uwierzcie mi pare dni temu nie było mi do śmiechu. Mój cudowny ząb mądrości postanowił się ujawnić do końca i dał mi nieźle popalić, chodziłam po ścianach z bólu ale patrząc w lustro nie mogłam opanować śmiechu 😉 To chyba tyle z ostatnich nowości w moim życiu. Młodzi wyjechali, a my odzyskaliśmy sypialnie hehe Buziaki z zachmurzonego Dublina 😉

 

RANDKA W PALMIARNI…CZYLI ZWIEDZAMY NATIONAL BOTANIC GARDEN

Po każdym pracowitym tygodniu obiecuje sobie, że trochę odpocznę, że pośpię do południa po nocy w pracy, spędzę dzień na nic nierobieniu… I wtedy zbliża się dzień wolny, a mnie oczywiście nosi i wszystkie obietnice szlak trafia hehe. Nie ma leniuchowania! Tym razem namówiłam mojego P. na wyprawę do ogrodu botanicznego aby podziwiać cudowną florę. Spakowaliśmy prowiant i ruszyliśmy na północ 😉 IMG_1988 (2)National Botanic Garden mieści się w dzielnicy Glasnevin, w północnej części Dublina. Jest spory, dużo tam uliczek i zakrętów, momentami czułam się jak w labiryncie 😉 Nawet nie wiem czy udało nam się przespacerować cały heh. Przeszliśmy tyle na ile mieliśmy siły i ochoty. A jak coś ominęliśmy, to nic… na pewno zobaczymy to coś następnym razem. Odwiedziliśmy szklarnie i palmiarnie. Ciekawa architektura szklanych pawilonów pozwala przenieść się w czasie o jakieś kilkaset lat wstecz. Nie wiem dlaczego, bo to w zasadzie inne stulecie ale na myśl o tym miejscu w mojej głowie wirują obrazy z dwóch seriali z dzieciństwa „Droga do Avonlea” i „Ania z Zielonego Wzgórza”. Dużo zieleni i pewnie dlatego. Chyba tylu gatunków wszelakich roślin zebranych w jednym miejscu nigdy nie widziałam. Wszystko ładnie i zdrowo rośnie. Zresztą, jakby mogło być inaczej, dobrze im tu… wyspiarski wilgotny klimacik 😉 Jeszcze jakby do tego trochę więcej błękitu pojawiło się tam na górze, to w ogóle byłoby cudownie, niestety jak widać nie można mieć wszystkiego. IMG_1846 (2)

IMG_1981

IMG_1879

IMG_1921

IMG_1927

IMG_1975

IMG_1968

palmiarnia1IMG_1919

IMG_1868

IMG_1933

IMG_1942

PicMonkey Collage

IMG_1980

IMG_1897

IMG_1971Zapomniałabym dodać, że ogród botaniczny sąsiaduje z cmentarzem katolickim. Cmentarz został otwarty 37 lat później, niż National Botanic Garden, w 1832 roku z inicjatywy irlandzkiego polityka Daniela O’Connell (to właśnie na jego cześć nazwano główną ulicę w Dublinie O’Connell Street). Na cmentarzu w Glasnevin pochowano ponad milion osób (w Dublinie mieszka ponad 500 tys.), w tym wielu znanych postaci irlandzkich między innymi właśnie Daniela O’Connella, Constance Markiewicz i Charlesa Stewarta Parnella.

Do NBG można dojechać autobusem nr 83 i 83A (przystanek przy samym wejściu do ogrodu) oraz autobusem nr 4 i 9 (przystanek Mobhi Road ok 300m od bramy wejściowej).

W PRZYJAŹNI Z MATKĄ NATURĄ…

W ostatnim poście o Phoenix Parku, wspominałam jak wiele miłych wspomnień posiadam z tego miejsca. Jedno z ciekawszych to sesja zdjęciowa z czaderskimi siostrami Lejman. Nie mogłyśmy się zdecydować czy przypominam bardziej Pocahontas czy Szamankę więc została Indianko-Szamanka 😉

pocahontas&batman             blenda

To było czyste szaleństwo. Wszystko na pełnym spontanie i luzie… no dobra, ja nie byłam wcale taka wyluzowana na początku heh ale dziewczyny szybko się mną zajęły. Świetnie się wtedy bawiłam. Dużo śmiechu, energii i kolorów. Dziewczyny pozwoliły mi przenieść się na kilka godzin do innego świata, pięknego, z dala od szumu miasta i tłumów ludzi. Tylko ja i matka natura.

happiness  freedom

Jestem z tych zdjęć dumna i patrzę na nie z wielkim sentymentem. To tu pierwszy raz doznałam uczucia wolności przed obiektywem, tu pierwszy raz pozowałam na łonie natury i tu poczułam magię i radość jaką można z tego czerpać. Los chciał, że na mojej drodze życia stanęło kilkoro wspaniałych i bardzo utalentowanych ludzi i jestem za to ogromnie wdzięczna. Za to, że miałam okazję zrobić coś niezwykle pasjonującego, coś co kiedyś było dla mnie daleką abstrakcją. Życzę każdemu aby mógł spróbować w swoim życiu jak najwięcej. Nikt nam nigdy nie zabierze tych wszystkich wspomnień. Ja dzielnie zapełniam moją księgę, linijka po linijce, kartka po kartce. A to efekty jednej z moich przygód …indianka (2)

indianka (7)

indianka (3)

indianka (4)

indianka (9)

indianka (5)

indianka (8)Fotograf: Monika Lejman

Charakteryzacja: Sylwia Lejman

Modelka: Ja 😉

Dublin, 2013