KOCHANY PONIEDZIAŁEK…

Dzisiaj obudziłam się totalną ciapą! Przeziębiona, fizycznie do dupy i do tego z chandrą. Jak ja nie lubię takiego stanu. Maruda i Gapcio w jednej osobie. Chciałabym móc obudzić się jeszcze raz i zacząć dzień zupełnie inaczej. No nic, trzeba się wziąć w garść. Kubek dobrej kawy, coś słodkiego, sweter mojego P. oraz muzyka pełna emocji i zaczynam odżywać. Jestem tylko człowiekiem, każdy z nas ma czasami gorsze dni – mam i ja. Tu też ciesze się, że prowadzę mój blogodziennik – wyklikam sobie czarno na białym co mnie boli i od razu czuję ulgę 🙂 Nie ma co dusić emocji w sobie, to nigdy nie wychodzi na dobre. Siedzę i klikam, a ten mały wredny wewnętrzny głosik, który mówił jaka to beznadziejna jestem powoli wycisza się, a ja zaczynam się uśmiechać do monitora. A swoją drogą jestem ciekawa jakie sposoby na chandrę macie Wy. Dla mnie lekiem na całe zło jest muzyka. Na każdy nastrój inna. Na doły, na smutki, na chandrę… tu leczą mnie wysokie oktawy, im wyżej i smutniej śpiewają tym większe ciary i jeszcze więcej emocji ale już pozytywnych. Taki mały paradox, smutne piosenki lekiem na smutki. Każdy ma swój sposób, większość moich koleżanek nie może słuchać takiej muzyki, bo to dla nich jeszcze bardziej dołujące, ja mam odwrotnie. Ale u mnie to już tak jest, wszyscy w prawo to Ania w lewo 😉

20150928_154315 (2)blog

Miłego poniedziałku, a wszystkim tym którzy mają dziś także gorszy dzień życzę aby odnaleźli w sobie siłę aby wstać z łóżka i zrobić coś tylko dla siebie, coś co namaluje uśmiech na ich twarzach 🙂 Nie słuchajcie tej małej wredoty, która siedzi w Waszych uszach i mówi, że jesteście do dupy! To nie prawda!!! Jutro bedzie nowy, lepszy dzień. Buziaki ❤

PODRÓŻ Z PUPILEM CZYLI KOŃ W DUBLIŃSKIM TRAMWAJU

Pamiętam jak kilka lat temu, gdy mieszkałam jeszcze w Gdańsku koleżanka wysłała mi śmieszną fotkę z Dublina. Zdjęcie przedstawiało kolesia z koniem. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że zrobiono je w centrum miasta, a koń ’’zaparkowany’’ był na chodniku pod sklepem. Śmiałyśmy się z tego widoku przez wiele tygodni. Nie chciało mi się wierzyć, że w Dublinie – w stolicy Irlandii, w samym centrum miasta dresiarze wychodzą na spacery z koniem… z psem to rozumiem ale z koniem? Nie możliwe! A jednak, teraz mieszkam w stolicy zielonej wyspy i widok małolatów ścigających się na koniach to dla mnie codzienność. Przyznam, że nie jest to ani miłe dla oczu, ani nic miłego dla nosa. Widząc koniki zaprzęgnięte w dwukołowe wózki (sulki), na których siedzą młodzi dresiarze w głowie mam tylko jedną myśl, biedne zwierzęta… na pewno nie mają łatwego życia ze swoimi właścicielami. Do tego smród na ulicach po takiej rundce jest nie do zniesienia, bo oczywiście kto by się przejmował jakimiś workami na odchody.

Z jednej strony to mnie śmieszy, a z drugiej trochę to żenujące… wyobrażacie sobie nastolatka odpicowanego w markowy dresik, który pędzi w dwukołowcu ciągniętym przez konia w samym centrum Warszawy? Bo ja jakoś nie potrafię. Za każdym razem, gdy trafia nam się taka atrakcja podczas spaceru z P., spoglądamy na siebie i śmiejemy się w niebogłosy. Aż nie chce się wierzyć, że to się dzieje naprawę. A jednak! I gdy myślałam, że już nic więcej nie jest mnie w stanie zaskoczyć mój mąż wysłał mi pewien ciekawy artykuł ’’Dublin – Młodzi ludzie z koniem wyproszeni z tramwaju.’’ kon1Serio? Nie wierze, to na pewno jakiś fotomontaż, to się nie mogło wydarzyć! Weszłam w neta i faktycznie, zdjęcie konia w luasie (dubliński tramwaj) to istny hit. Podobno kierowca zorientował się dopiero po kilku minutach, że na jego pokładzie jest czteronogie zwierzątko i nie był to pies 😉 Poprosił o opuszczenie tramwaju ale zanim młodzież wyprowadziła swojego pupila ludzie zdążyli pstryknąć kilka fotek, które bardzo szybko rozniosły się w Internecie i Irlandzkich mediach. 
kon2

Kilku minotowa przejażdzka i koń został gwiazdorem Internetu. A tak swoją drogą, co trzeba mieć w głowie żeby w ogóle wpaśc na pomysł, aby wpakować konia do miejskiego środka lokomocji? No cóż, ludzie mają różne pomysły 😉

 

DUBLIN NA PIECHOTĘ – MOJA DROGA DO PRACY

Gdy mieszkałam w Gdańsku wszędzie, nawet do najbliższego sklepu jeździłam samochodem. Wygodnicka? Jakoś nie wyobrażałam sobie tego inaczej. Do momentu, gdy nie wyjechałam do Dublina. To bardzo małe miasto i mieszkając tak jak ja w centrum, praktycznie wszędzie można dojść na piechotę. Nie dość, że zdrowiej to jeszcze zaczynamy zauważać rzeczy, które mijamy… których nie da się dojrzeć z samochodu czy autobusu.

Mój 25 minutowy odcinek z domu do pracy jest całkiem ciekawy dlatego postanowiłam o nim trochę wspomnieć na blogu. Oczywiście mogłabym jeździć autobusem i było by szybciej ale po pierwsze – autobus dojeżdża tylko do połowy mojej drogi do pracy czyli praktycznie wyrzucone pieniądze i czas w błoto, po drugie – w Dublinie autobusy jeżdżą jak chcą, a ja nienawidzę czekać na przystanku, po trzecie i najważniejsze – droga do pracy to dla mnie prawie półgodzinny relaks, słucham mojej ulubionej muzyki,  delektuje się chwilą tylko dla siebie, mijam znane mi budynki i za każdym razem odkrywam w nich coś nowego. Czerpie inspiracje z tego co mnie otacza. Droga do pracy pobudza mnie, zawsze najciekawsze pomysły (no może poza łazienką i porannym myciem zębów) wpadają mi do głowy właśnie podczas tej 25 minutowej wędrówki. No dobrze, to co ja takiego ciekawego mam w zasięgu wzroku….20150806_173541 (2)

Kilkadziesiąt metrów po wyjściu z mojego budynku mijam szpital szaleńców hehe. O ile dobrze się orientuje to niegdyś mieszczący się tu Fever Hospital został przekształcony na dom opieki. Jednak my razem z P. od kilku lat wymyślamy sobie przeróżne historyjki na temat tego budynku. Stąd też szpital szaleńców. Budynek niby wygląda normalnie ale ma w sobie jakąś tajemnicę i mroczność. Często fantazjujemy na jego temat wracając z pracy, gdy w ciemności widać tylko zapalone światła w piwnicy… czyżby szalony naukowiec okupował podziemia? A może nowe pokolenie Frankensteina szuka sposobu na nieśmiertelność? Lol

Ale to nie koniec horror story… idę dalej i to co widzę po drugiej stronie dodatkowo pobudza moją wyobraźnię! Kto do cholery postawił w oknie laleczkę Chucky? Creepy!PicMonkey CollagePrzyznam, że nie przepadam za moją ulicą, jest brzydka, długa, betonowa… zero roślin, same budynki, kilka sklepów i zawsze ale to zawsze wieje – jak w tunelu. Ale jak już przejdę ten szarobury odcinek zaczyna być pięknie. Dlaczego? Tadam!!! Taka mała rekompensata 🙂IMG_2980

IMG_4324

IMG_7335 (2)

Piękna Katedra Św. Patryka ❤ Mijam ją przynajmniej dwa razy dziennie i za każdym razem zachwyca mnie na nowo. W słońcu promienieje, a w deszczu urzeka mnie swoją tajemniczością. Mimo tego, że przechodzę obok niej prawie codziennie, to za każdym razem zauważam coś nowego. Staram się patrzeć inaczej nawet na dobrze znane mi rzeczy, budynki i zawsze znajdzie się coś czego wcześniej nie udało mi się dostrzec. Maszerując pewnym, szybkim krokiem przez park przyklejony do Katedry napawam się widokiem, obserwuje ludzi i delektuję tym niewielkim ale jakże urokliwym odcinkiem.

Gdy minę Patryka na skrzyżowaniu pojawia się budynek, który nie dawał mi spokoju przez wiele miesięcy. Czasami widziałam turystów, którzy robili tam zdjęcia i zastanawiałam się po co ktoś pstryka fotki budynku mieszkalnego. Wszystko wyjaśniło się, gdy przypadkiem natrafiłam na bloga Kasi z Dublina. Opisała ona właśnie ten budynek i to co na nim się znajduje, a mianowicie okrągłe tabliczki z przygodami znanego wszystkim Guliwera. Kto nie zna obrazku ze słynnym powalonym przez liliputy wielkoludem?IMG_2987

IMG_2989

I to koniec mojej drogi. Pora trochę popracować 😉 Miłego wieczoru wszystkim. Cheers!!!

IMG_3039 (2)

 

The Vow…

Wczoraj wstawiłam na Instagram zdjęcie w sukience ślubnej, w pięknej i malowniczej scenerii z górami Wicklow w tle. Nie wiem czy to jakiś zbieg okoliczności czy ktoś tam na górze zaplanował nam taki mały flashback ale akurat teraz, niedaleko naszej 5 rocznicy ślubu znajomi poprosili o mała przysługę, jakże adekwatną do sytuacji… sesja ślubna w plenerze. Dla mnie spoko, wchodzę w to ale gorzej z moim panem młodym. Nie powiem żeby skakał z radości  na myśl, że będzie modelem hehe ale z sympatii dla M. i B. zgodził się. Trzeba sobie pomagać i wspierać nawzajem, tym bardziej tutaj…na obczyźnie i tym bardziej w tak pięknych, artystycznych projektach. Skłamałabym mówiąc, że nie pomyślałam też o naszej zbliżającej się wielkimi krokami drewnianej rocznicy… to może być dla nas obojga piękna pamiątka.blogslub
Nie widziałam jeszcze zdjęć, które zrobił Bart (obiecał, że da więc się pochwalę) ale mam kilka ujęć z backstage’u od jego piękniejszej połówki Magdaleny i kilka selfies, które pstryknęliśmy sobie sami, a co tam 😉 Wszyscy włożyliśmy w tą sesję wiele pracy i jestem przekonana, że zdjęcia będą zjawiskowe. Nie jedna para młoda marzy o wyjątkowej sesji ślubnej, pełnej emocji, uśmiechu, szczęścia, miłości, w pięknej i romantycznej scenerii na łonie natury. My właśnie taką mieliśmy wczoraj.IMG_3116 (2)

IMG_3065 (2)

Jeżeli ktokolwiek planuje ślub i zastanawia się nad fotografem to z czystym sumieniem polecam właśnie Barta i Magdę 🙂 Oboje mają duży talent i ciekawe pomysły. Dodatkowo znają wiele pięknych miejsc w Irlandii, co jest ogromnym atutem przy sesjach w plenerze. Teraz wspólnie chcą zasmakować nowego świata fotografii i ja im w tym bardzo mocno kibicuje i trzymam kciuki. Ślub, wesele, sesje narzyczeńskie w plenerze… wszystko na najwyższym poziomie.zdjecie od B.

 

MYSTERIOUS WEST … THE DINGLE PENINSULA <3

20150826_131320blog - Copy

Czy warto było spędzić pół dnia w samochodzie aby zobaczyć ocean i kilka skał? Oj tak, zdecydowanie warto. Zachodnia Irlandia to zupełnie inny świat. Piękno, spokój, harmonia. Z dala od zgiełku zatłoczonego Dublina, korków, hałasu. Tu słyszysz dźwięki ziemi… szum fal obijających się o ściany skał i gwizd wiatru. A może to wcale nie wiatr gwizdał? Może to olbrzym, który śpi w pobliżu przylądka Dunquin? W Irlandii krąży wiele legend na temat gigantów na wyspach. Nie trudno się dziwić, wśród tak pięknie ukształtowanych skał i wysp można snuć wiele domysłów.wycieczka do Kerry (368)

wycieczka do Kerry (367)Półwysep Dingle jest magiczny, dziki a jednocześnie bardzo spokojny.  Tajemniczy i zachwycający. Aż chce się żyć, oddychać pełną piersią, zatrzymać na chwile aby podziwiać piękno jakim obdarowała nas matka natura. Stojąc u brzegu oceanu Atlantyckiego w oddali widzimy niezamieszkałe od kilkudziesięciu lat wyspy Basket. wycieczka do Kerry (366)

wycieczka do Kerry (331)Skąd w ogóle wziął się pomysł aby pojechać na zachód? Jakiś czas temu przeglądając zdjęcia na Pinterescie (tak swoją drogą można się nieźle uzależnić od tej strony) natrafiłam na fotografię dwóch wystających z wody skał z dopiskiem Kerry, obraz ten zrobił na mnie tak piorunujące wrażenie, że postanowiłam odnaleźć to miejsce. Popytałam, poszperałam w Internecie i okazało się, że to właśnie półwysep Dingle w hrabstwie Kerry, a dokładniej Dunquin Pier. A to moje piękne skały…wycieczka do Kerry (279)

wycieczka do Kerry (363)

wycieczka do Kerry (370)Moim zdaniem półwysep Dingle to jedno z tych miejsc, które naprawdę warto odwiedzić. Niby nic takiego, woda, klify, mniejsze wysepki ale uwierzcie mi, czuć tam pewnego rodzaju magię, tajemnicę i historię… ciężko wyrazić słowami, trzeba po prostu tam być. Do tego kolor wody mieniący się od błękitu, po kobalt i głęboki granat. Poza tym sama trasa jest niesamowita, od momentu gdy wjechaliśmy do hrabstwa Kerry, całą drogę jechałam z nosem przyklejonym do szyby. W oddali pagórki zanikające w ogromnej i przerażającej mgle, z lewej strony ocean i klify.wycieczka do Kerry (252)

wycieczka do Kerry (248)

wycieczka do Kerry (371)

wycieczka do Kerry (256)Tak jak w Polsce obowiązkowym jest zobaczyć morze Bałtyckie, czy Tatry, tak w Irlandii trzeba przespacerować się nad brzegiem oceanu Atlantyckiego. Dla mnie Dingle to zdecydowanie ‘must to see’. Turyści przyjeżdżający do Dublina zawsze kierują się na Moherowe klify. Też tam byłam i przyznaje, że są niesamowite. Widoki cudowne, kilometrowe klify ciągnące się wzdłuż oceanu. Jednak roi się tam od turystów, jeżeli chcesz trochę oddechu, odpoczynku od zgiełku miasta i tłumów turystów to zdecydowanie polecam Kerry i półwysep Dingle.wycieczka do Kerry (254)

wycieczka do Kerry (151)

wycieczka do Kerry (138)

CORAZ BLIŻEJ 3 ;)

Siedzę i zastanawiam się co przygotować na moją małą imprezę z okazji 30-tych urodzin. Co prawda to dopiero trzeciego ale czas tak pędzi, że już pora pomyśleć nad menu. Uwielbiam organizować wszelkiego rodzaju imprezy, czy to urodziny, czy święta itp. Piękne dekoracje, dom pachnący ciastem i innymi potrawami. To świetna okazja aby przygotować smakołyki inne niż jemy na co dzień. Każy ma chyba jakieś swoje popisowe danie czy ciacho, ja też mam ale za każdym razem staram się też wprowadzić coś nowego, tak żeby nudno nie było 😉 siedzę i myślę co kto lubi, czym nowym mogłabym zaskoczyć moich przyjaciół. Nie ma nic przyjemniejszego dla oczu, niż widok pustych półmisków na stole. Moje zamiłowanie do gotowania wyniosłam zapewne z domu, zawsze uwielbiałam siedzieć w kuchni… co ma swoje plusy i minusy haha często bywało tak, że goście schodzili się do nas, koleżanki odpicowane na tip-top, a Ania jeszcze w kuchni… hmmm no cóż przynajmniej dzięki temu sztukę makijażu mam opanowaną w 10 minut.lol

Niestety i stety jestem perfekcjonistką i mimo, że uwielbiam pitrasić i czuję się pewnie w kuchni, zawsze mam stresa gdy gotuję dla innych. Wiecie… inaczej przypalić coś dla siebie i męża, a inaczej dla gości. Na szczęście to tylko moje zwyczajne martwienie się na zapas. W takich chwilach z ratunkiem przychodzi mi P. śmiejąc się ze mnie i tłumacząc, że i tak wszystko będzie pyszne, jak zawsze! A nawet jak coś nie wyjdzie idealnie… to co z tego? To nasi znajomi, a nie prezydent czy Madonna. Ma rację? Jasne, że ma! To mój największy fan kulinarny. Mój support!!!

Teraz, gdy z racji mojego obecnego zajęcia zdobyłam całkiem niezłe umiejętności barmańskie, dodatkowo rozmyślam nad trunkami. W końcu będzie co opijać. Nie codziennie obchodzi się tak okrągłe urodziny. Trzeba będzie godnie pożegnać dwójeczkę 😉 Czy mnie to smuci? Czy czuję się stara? Zupełnie nie! Dla mnie to tylko numerki, nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi do liczb. Oczywiście uwielbiam cyferki, jestem w końcu ekonomistką 😀 ale akurat daty niezbyt mnie obchodzą, kojarzą mi się bardziej z nie lubianą w  dzieciństwie historią.

Czuję się młoda, pełna pasji, energii do życia, wiem że jeszcze wiele przede mną i wiek nie jest dla mnie żadnym ograniczeniem. Życzę wszystkim aby przestali kurczowo trzymać się dat i zadręczać się swoim wiekiem, marnujecie tylko energię na dołowanie się i niepotrzebne nerwy. Są lepsze sposoby na wykorzystanie własnej energii… bardziej pozytywne 😀 Buziaki i Miłego dnia Wszytskim ❤numbers

SPACER BETONOWYM MIASTEM…

Pracuję w barze i chcąc nie chcąc sporo rozmawiam z ludźmi z całego świata. Klienci uwielbiają nas zagadywać, czasami tysiące pytań doprowadza nas do szaleństwa ale co zrobić. Człowiek – ciekawska istota 😉 Jeśli mam luźną chwilę to porozmawiam, jeśli bar jest zawalony po brzegi to wybacz panie ale nie mam czasu na pogaduchy. Do tego wpisu natchnęła mnie wczorajsza rozmowa z klientem, jakkolwiek to nie zabrzmiało hehe. Rodowity Dublińczyk, który szczerze nie lubi Dublina? Jak to możliwe, przecież cały świat kocha to miasto…. Może i cały świat.lol ale ja zdecydowanie rozumiem kolesia, któremu serwowałam wczoraj drinki. Nigdy nie sądziłam, że to powiem, bo przecież jestem urodzonym mieszczuchem ale mam dość miasta, tego miasta… jestem już zmęczona Dublinem. Zmęczona masą przechodniów o każdej porze dnia i nocy. Barami na każdym rogu… szacuje się, że na każde 100 osób przypada 1 knajpa. Czasami spacerując ulicami miasta, przepychając się w tłumie ludzi z całego świata, zastanawiam się, ilu z nich to turyści a ilu mieszka tu na stałe. Jak to możliwe, że w godzinach pracy ulice są tak zatłoczone? W Gdańsku podczas Jarmarku Dominikańskiego nie ma tylu ludzi co tu na co dzień. Czy oni wszyscy pracują tak jak ja – w nocy, czy po prostu siedzą na socjalu? Podejrzewam, że to drugie. Niestety ten kraj nauczył ich tego. Prosty przykład… im więcej pracujesz tym większy zabierają Ci tax… wniosek? Nie opłaca się dużo pracować, pisząc dużo mam na myśli normalny polski etat. Masz dzieci, kolejny powód aby nie iść do pracy… nie opłaca się pracować, bo za dzieci dostaniesz więcej niż zarobisz. Nie jestem przeciwna pomocy społecznej, ale uważam, ze wielu ludzi nie zasługuje na to. Jesteś młody, zdrowy, masz dwie nogi i dwie ręce… weź się za robotę. Ale po co? Państwo da!!! A potem wszyscy ci ludzie wychodzą na spacer…. Spacer betonowym miastem na shopping czy do pubu. Ok! rozumiem, że Dublin to miasto barów, fajnie… ale nie samą knajpą człowiek żyje! Czy słońce czy deszcz tu puby są pełne. Czasami pukamy się w głowę z kolegami z pracy… co oni tu robią w tak piękną pogodę? Idź na słońce, do parku… a nie dusisz się w zamkniętym pudle. Wyjdź  na powietrze, weź głęboki oddech, rozejrzyj się dookoła.IMG_2787 (2)Często klienci pytają mnie o inne kluby, o to gdzie chodzę po pracy czy w wolny wieczór… niezły żart! Serwując alkohol 5 nocy w tygodniu, szczerze nie mam ochoty marnować wolnego wieczoru na siedzenie w pubie.  Irlandia jest piękną wyspą, wspaniałą i magiczną, wystarczy się rozejrzeć. Niestety większość ludzi ogranicza się do centrum Dublina. Nie dziwie się, że zmęczeni życiem, wypompowani z sił i energii. To miasto jest w pewnym sensie toksyczne. Poza tym ile można pić haha. Mieszkam tu kilka lat i mam podstawy do takich stwierdzeń, obserwuję otaczających mnie ludzi. Ja się nie dam, Dublin mnie nie wciągnął i już chyba nie zdarzy wciągnąć, poza tym kiedy tylko mogę uciekam poza centrum, a słynną szpilę omijam szerokim łukiem. Niech sobie kłuje ale nie mnie hehe. Wystarczy niewielki kawałek, kilka kilometrów i już przenosimy się w zupełnie inny świat… chociażby Phoenix Park, góry Wicklow, czy nad morze. Mamy też kilka parków miejskich. Zupełnie niedaleko, a jakże inaczej.