DUBLIN NA PIECHOTĘ – MOJA DROGA DO PRACY

Gdy mieszkałam w Gdańsku wszędzie, nawet do najbliższego sklepu jeździłam samochodem. Wygodnicka? Jakoś nie wyobrażałam sobie tego inaczej. Do momentu, gdy nie wyjechałam do Dublina. To bardzo małe miasto i mieszkając tak jak ja w centrum, praktycznie wszędzie można dojść na piechotę. Nie dość, że zdrowiej to jeszcze zaczynamy zauważać rzeczy, które mijamy… których nie da się dojrzeć z samochodu czy autobusu.

Mój 25 minutowy odcinek z domu do pracy jest całkiem ciekawy dlatego postanowiłam o nim trochę wspomnieć na blogu. Oczywiście mogłabym jeździć autobusem i było by szybciej ale po pierwsze – autobus dojeżdża tylko do połowy mojej drogi do pracy czyli praktycznie wyrzucone pieniądze i czas w błoto, po drugie – w Dublinie autobusy jeżdżą jak chcą, a ja nienawidzę czekać na przystanku, po trzecie i najważniejsze – droga do pracy to dla mnie prawie półgodzinny relaks, słucham mojej ulubionej muzyki,  delektuje się chwilą tylko dla siebie, mijam znane mi budynki i za każdym razem odkrywam w nich coś nowego. Czerpie inspiracje z tego co mnie otacza. Droga do pracy pobudza mnie, zawsze najciekawsze pomysły (no może poza łazienką i porannym myciem zębów) wpadają mi do głowy właśnie podczas tej 25 minutowej wędrówki. No dobrze, to co ja takiego ciekawego mam w zasięgu wzroku….20150806_173541 (2)

Kilkadziesiąt metrów po wyjściu z mojego budynku mijam szpital szaleńców hehe. O ile dobrze się orientuje to niegdyś mieszczący się tu Fever Hospital został przekształcony na dom opieki. Jednak my razem z P. od kilku lat wymyślamy sobie przeróżne historyjki na temat tego budynku. Stąd też szpital szaleńców. Budynek niby wygląda normalnie ale ma w sobie jakąś tajemnicę i mroczność. Często fantazjujemy na jego temat wracając z pracy, gdy w ciemności widać tylko zapalone światła w piwnicy… czyżby szalony naukowiec okupował podziemia? A może nowe pokolenie Frankensteina szuka sposobu na nieśmiertelność? Lol

Ale to nie koniec horror story… idę dalej i to co widzę po drugiej stronie dodatkowo pobudza moją wyobraźnię! Kto do cholery postawił w oknie laleczkę Chucky? Creepy!PicMonkey CollagePrzyznam, że nie przepadam za moją ulicą, jest brzydka, długa, betonowa… zero roślin, same budynki, kilka sklepów i zawsze ale to zawsze wieje – jak w tunelu. Ale jak już przejdę ten szarobury odcinek zaczyna być pięknie. Dlaczego? Tadam!!! Taka mała rekompensata 🙂IMG_2980

IMG_4324

IMG_7335 (2)

Piękna Katedra Św. Patryka ❤ Mijam ją przynajmniej dwa razy dziennie i za każdym razem zachwyca mnie na nowo. W słońcu promienieje, a w deszczu urzeka mnie swoją tajemniczością. Mimo tego, że przechodzę obok niej prawie codziennie, to za każdym razem zauważam coś nowego. Staram się patrzeć inaczej nawet na dobrze znane mi rzeczy, budynki i zawsze znajdzie się coś czego wcześniej nie udało mi się dostrzec. Maszerując pewnym, szybkim krokiem przez park przyklejony do Katedry napawam się widokiem, obserwuje ludzi i delektuję tym niewielkim ale jakże urokliwym odcinkiem.

Gdy minę Patryka na skrzyżowaniu pojawia się budynek, który nie dawał mi spokoju przez wiele miesięcy. Czasami widziałam turystów, którzy robili tam zdjęcia i zastanawiałam się po co ktoś pstryka fotki budynku mieszkalnego. Wszystko wyjaśniło się, gdy przypadkiem natrafiłam na bloga Kasi z Dublina. Opisała ona właśnie ten budynek i to co na nim się znajduje, a mianowicie okrągłe tabliczki z przygodami znanego wszystkim Guliwera. Kto nie zna obrazku ze słynnym powalonym przez liliputy wielkoludem?IMG_2987

IMG_2989

I to koniec mojej drogi. Pora trochę popracować 😉 Miłego wieczoru wszystkim. Cheers!!!

IMG_3039 (2)

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s