CIASTECZKA OWSIANE BEZ MĄKI I CUKRU

1 (1)BLOG

No to chwila szczerości… przyznaję się bez bicia, jestem wielkim fanem słodyczy i jakoś nie potrafię i chyba nie chcę im się oprzeć. Zdrowo się odżywiam, piję wodę, nie słodzę kawy i herbaty ale ta przeklęta czekolada zawładnęła mną do reszty hehe. A tak serio… uważam, że nie ma nic złego w miłości do słodkości pod warunkiem, że delektujemy się nimi ze zdrowym umiarem. Wszystko jest dla ludzi i nie ma sensu rezygnować z czegoś, co daje nam choć trochę przyjemności. Trzeba jednak pamiętać, że organizm bardzo szybko przyzwyczaja się do słodkiego smaku i ważne jest aby nie jeść słodyczy systematycznie.  Poza tym zamiast kupować nafaszerowane cukrem, tłuszczem i złymi węglowodanami gotowce warto zrobić coś samemu. Ja zawszę sięgam po jakąś zdrowszą i równie pyszną alternatywę.

Gdy w żołądku ssie na coś słodkiego, a szafki kuchenne świecą pustkami polecam bardzo proste i szybkie w przygotowaniu ciasteczka owsiane. Są zdrowe i pyszne – pełne błonnika, dobrych węglowodanów i minerałów, a do tego bez grama mąki i cukru.

Sam przepis jak i wykonanie jest banalnie proste. Ja zazwyczaj miksuję receptury, piekę intuicyjnie i na oko ale dla ułatwienia tym, którzy chcą zrobić ciasteczka pierwszy raz spisałam wszytsko i umieściłam na zdjęciu poniżej ->

3 (1)BLOG

Suszone owoce zalać gorącą wodą i odstawić na kilka minut aby zmiękły. W tym czasie połączyć ze sobą pozostałe składniki i wstępnie zmiksować. Następnie dodać odsączone bakalie i wszystko jeszcze raz porządnie wymieszać.

Masę nakładamy łyżką, na wyłożoną papierem do pieczenia blachę i formujemy okrągłe placuszki. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 15-20 minut.

Przepis na ciasteczka owsiane można dowolnie modyfikować, na przykład zamiast kakao można dodać starte jabłko i cynamon i będzie wersja bardziej świateczna.

Jak widzicie, przygotowanie ciasteczek owsianych jest dziecinnie proste, a przyjemność z ich jedzenia wspaniała. Wszystkim łasuchom polecam z całego serca sięganie po tego typu alternatywy. Domowe, zdrowsze zamienniki, tych sklepowych niezdrowych wynalazków. Poza tym fajnie jest zrobić coś samemu. Wiesz co jesz!!!

Buziaki z deszczowego Dublina :*

p.s. Tak, ta pogoda jest chyba głównym powodem mojego uzależnienia hehe 😉

 

Reklamy

GUINNESS STORE HOUSE – największa atrakcja turystyczna w Europie…

Guinness Store House i siedem pięter zwiedzania. Czy warto? Jasne, ja byłam tam kilka razy i zawsze bardzo mi sie podobało. Mam wrażenie, że z roku na rok atrakcji przybywa, jest więcej multimedialnych wystaw, reklam, kolorów. Na każdym z pięter czeka na nas jakaś ciekawa niespodzianka, do tego kawał historii oraz cały proces warzenia jednego z najpopularniejszych browarów na świecie. Na jednym z pięter uczą nas jak poprawnie pić i rozkoszować się słodko-gorzkim smakiem piwa, a na innym jak je prawidłowo nalewać. Dla mnie to chleb powszedni ale czy wiecie, że Guinness wymaga aż 2 minutowej uwagi? Tyle właśnie trwa nalanie perfekcyjnego pinta czarnego irlandzkiego stouta.

PicMonkey Collageguinness

A propos poprawnego nalewania… przypomniała mi się śmieszna historyjka. Kiedyś (będąc na wakacjach w Dublinie) przywiozłam tacie na spróbowanie Dubliński rarytas i ten nie wiedząc o całym Guinnessowym procesie napił się zwyczajnie z puszki… Możecie sobie wyobrazić jego reakcję hehe. Nigdy tego nie róbcie, to piwo potrzebuję szklanki/kufla i potrzebuje czasu, musi osiąść i być czarne jak smoła, w innym wypadku jest mętne, mulaste i obrzydliwe.

guinnesshouseblog2

Gdy przejdziemy już całe muzeum i doczłapiemy się na ostatnie – siódme piętro, trafimy do The Gravity Bar, to oszklone, okrągłe pomieszczenie, w którym możemy zamówić sobie piwko i rozkoszować się 360 stopniową panoramą Dublina. Niestety, nie zawsze jest to takie łatwe jakby mogło się wydawać. Muzeum Guinnessa jest bardzo oblegane i każdego dnia są tam tłumy turystów.

widokiblog

I tu moja druga część tej całej Gunnessowej opowieści…. Ostatnio przeczytałam, że Guinness Store House zdobył tytuł największej atrakcji turystycznej w Europie w konkursie World Travel Awards. Wygrał z wieżą Eiffla w Paryżu i Koloseum w Rzymie. Hmmm, okej rozumiem, że każdy chce i nawet powinien, będąc w Dublinie zobaczyć najsławniejszy na świecie irlandzki browar ale czy to nie jest lekka przesada? Do tego cena biletu do muzeum wynosi aż 18 euro. Trochę sporo jak za zwiedzanie fabryki piwa. Ostatnio rozmawiałam z kolegą z pracy – Irlandczykiem, który przyznał, że to trochę zwariowane, jest tyle pięknych miejsc, tyle historycznych atrakcji, zamków, kościołów … a wszyscy skupiają się głównie na fabryce Guinnessa.

Jestem trochę rozdarta w tej kwestii, bo z jednej strony to rozumiem i popieram, w końcu czarne irlandzkie piwo cieszy się swą sławą na całym globie ale z drugiej uważam, że przez ten cały crazy szum wokół muzeum Guinnessa trochę odpychamy  na dalszy plan inne miejsca – warte równej uwagi i zainteresowania.

 

TRICK OR TREAT … czyli halloweenowe szaleństwo

Hello Thursday! Aż nie chce mi się wierzyć, że już ponad połowa października za nami… czas biegnie nieubłaganie szybko. Dopiero co szykowałam się na swoje wielkie urodziny, a tu powoli trzeba przygotowywać strój na Halloween. W sklepach już od jakiegoś czasu wszystko straszy – przerażające dekoracje, kostiumy i niezliczona ilość słodkości w kształcie dyni, czaszek, duchów, truposzków i tym podobnych.

W Dublinie Halloween jest bardzo popularny, 31 października całe miasto zamienia się w jedną wielką maskaradę – duchy, zombie, demony, wampiry ale również przezabawne i przerażające postacie z bajek i filmów. Ja oczywiście spędzę tę noc w pracy, jak to wszystkie najhuczniejsze święta i Dublińskie uroczystości ale w tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadza. A nawet sie cieszę, bo noc halloweenowa za barem to niezła zabawa. I może się teraz troszkę narażę moim kolegom i koleżankom z pracy, którzy średnio przepadają za przebierankami na Halloween ale ja osobiście lubię tę noc i nie mam zupełnie nic przeciwko aby spędzić ją szejkując drinki.

Nie wiem jak to wygląda teraz w Polsce ale 4 lata temu gdy wyjeżdżałam z Gdańska, nikt nie obchodził tego zwyczaju. Także dla mnie to coś nowego, innego i szczerze lubię takie przebieranki. Lubię obserwować oryginalność, kreatywność i pomysłowość ludzi. Niektórzy wyglądają naprawdę niesamowicie i mają genialne pomysły. Jasne, najłatwiej iść do sklepu (których w Dublinie nie brakuje) i kupić coś gotowego ale jaka w tym frajda. Ja zawsze staram się zrobić coś sama i także w tym roku będę kombinować. W pracy nie mogę pozwolić sobie na jakieś wielkie księżniczkowe suknie, peruki i takie tam, bo przestrzeń za barem jest naprawdę niewielka. Także zawsze stawiam na coś wygodnego i dość przylegającego do ciała, a strój dopełniam dobrym, mocnym makijażem. Jest tak wiele możliwości… wystarczy tylko trochę wyobraźni no i czasu 😉

2011

2012

2013

2014

U mnie był już czerwony kapturek, rockmenka, czarny łabędź i wampirzyca… co będzie w tym roku? Krążą mi w głowie pewne pomysły ale jeszcze ich nie zdradzę 😉 A czy Wy lubiecie to całe halloweenowe szaleństwo i kostiumowe imprezy?

 

5TH ANNIVERSARY & ONE CLOUDY DAY IN MILAN <3

Dzień w Italii? Czemu nie, tam nas jeszcze nie było. Zamiast romantycznej kolacji w jednej z Dublińskich restauracji, postanowiliśmy wyrwać się na chwilę z Irlandii aby świętować naszą 5 rocznicę ślubu.  I tak oto, zupełnie spontanicznie (trochę z pomocą Ryanaira, który zaproponował nam bardzo ciekawą cenę lotów) wylądowaliśmy w światowej stolicy mody. Mediolan nigdy nie był jakoś wysoko na mojej liście miejsc, które pragnę odwiedzić ale przyznaję, że to całkiem ciekawe miasto. Mimo tego, że byliśmy tam zaledwie jeden dzień i deszcz nie przestawał padać ani na minutę to bardzo miło spędziliśmy czas i na pewno będziemy chcieli wrócić tam kiedyś na dłużej.

Trochę błądziliśmy, mapa którą kupiliśmy w kiosku na dworcu była niezbyt czytelna, do tego deszcz nas spowalniał i utrudniał zwiedzanie. Ale to nic, naszym głównym celem tej krótkiej wycieczki było przede wszystkim miło spędzić czas, bez spiny i pośpiechu tylko we dwoje. A takie błądzenie po mieście ma też swoje zalety, można zobaczyć ciekawe miejsca, piękne budynki, lokalne sklepiki o których nie piszą w przewodnikach. Wmieszać się w tłum tubylców i powdychać trochę ich codzienność.

milano blog

zamek, blog

łuk blog

Mediolan jest niepodważalnie jedną z największych stolic mody na świecie, to właśnie z Włoch pochodzą najwięksi projektanci. Taki tytuł do czegoś zobowiązuje i widać to na ulicach, Włosi mają bardzo dobry gust, są zadbani i świetnie ubrani. Nie zauważyłam też otyłości. Nie wiem jak inne miasta w Italii ale Mediolan to naprawdę szyk, styl i gracja.

Na placu Piazza del Duomo znajduje się Galleria Vittorio Emanuele, jest to najstarsze i najbardziej eleganckie centrum handlowe we Włoszech. Nie było czasu na rozglądanie sie po sklepach ale zakładam, że jest to również najdroższe centrum handlowe w Italii.

galeria blog

duomo blog

Jedno miejsce, na którym bardzo nam zależało i które chcieliśmy obowiązkowo odwiedzić to Mediolańska Katedra Narodzin św. Marii. Duomo di Milano jest zniewalająca, niesamowita, cudowna! Marmurowa gotycka budowla, która zachwyca swoją architekturą należy do największych kościołów na świecie. Wdrapaliśmy się na sam dach i muszę przyznać, że chyba nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak pięknego. Te wszystkie rzeźby, pinakle, wodorzygacze… Tysiące malutkich szczególików. Długie na 157 m dzieło sztuki ❤

IMG_3452 (3)

IMG_3552

Niestety trafiła nam się beznadziejna pogoda i  z pięknych widoków nici ale czytałam, że przy dobrych wiatrach z dachu katedry widać nie tylko panoramę miasta ale i Alpy. Może następnym razem i nam się poszczęści.

katedra1 blog

katedra2 blog

Obowiązkowe włoskie lody zjedzone, cappuccino wypite, włoska pizza też zaliczona 😉 Co prawda, pizza okazała się małą wpadką ale tak to już jest, gdy nie rozumie się języka i stawia na ryzyko… taka nutka adrenalinki i niepewności hehe ciekawe co będzie na talerzu Lol.

jedzenie mediolan blog

MOJE PIERWSZE WYRÓŻNIENIE W BLOGOWYM ŚWIECIE – LIEBSTER <3

liebster-blog223Kilka dni temu dostałam przemiłą wiadomość i zaskakującą niespodziankę od Violi, autorki bloga Storyland14. Moja blogowa koleżanka i chyba najwierniejsza czytelniczka, która wspiera mnie ciepłym słowem od samego początku mojej przygody z JustBlackSwan nominowała mnie do Wyróżnienia Liebster. Co to w ogóle jest ten Liebster? Na pierwszy rzut oka wygląda jak łańcuszek, który roznosi się w sieci, jednak po zagłębieniu w temacie to wyróżnienie i promocja dla świeżaków – nowych blogerów, do których niewątpliwie należę 😉

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz kolejne osoby (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

To moja pierwsza nominacja i jest mi niezmiernie miło z tego powodu. Wyróżnienie za dobrą robotę to jest coś 🙂 Oczywiście odpowiem zaraz na wszystkie pytania ale przyznam, że ciężko mi będzie nominować kolejne 11 osób. Jestem outsiderem i niestety mało udzielam się w blogowym świecie. To nie jest tak, że bym nie chciała, ja po prostu cierpię na przewlekły brak czasu w moim zakręconym Dublińskim nocnym życiu. Przyszły rok będzie pełen zmian i wierze, że wreszcie będę miała więcej czasu aby poznać świat, do którego malutkimi kroczkami i bardzo powoli wchodzę.

Gdy postanowiłam pisać bloga, wiedziałam po co to robię, to miał być mój pamiętnik, miejsce w którym mogę się wygadać, wypłakać jak będzie trzeba, gdzie mogę wylać moje nagromadzone żale, smutki i radości. Uwielbiam pisać i daje mi to ogromną radość i satysfakcję. Kocham ludzi, to oni mnie inspirują i dlatego też postanowiłam dzielić się swoim życiem, emocjami, przemyśleniami i przygodami w sieci. Sprawia mi to wielką radość i pomaga spojrzeć na moje życie trochę inaczej. Bardziej doceniam to co mam i to kim jestem. Jeśli mogę pomóc i zainspirować choć jedną osobę na świecie to jest mój sukces.

No dobra, to przechodzę do pytań, które przygotowała Viola:

1.Wyobraź sobie, że masz w garażu wehikuł czasu, do jakiej epoki, wydarzenia historycznego wybrałbyś się w podróż? Hmmm wydarzenie historyczne, gdybym miała jedną jedyną szansę aby cofnąć się o kilka lat w tył to wykorzystałabym ją na poznanie moich przodków. Wybrałabym Francję i lata 20 XX wieku, siedziałabym teraz w przytulnej kawiarence moich pradziadków i popijała pyszne cappuccino z pianką. Niestety nie miałam okazji ich poznać więc taka podróż byłaby cudowna.

2.Wyjazd w góry czy nad morze? Jestem z nad morza, więc jadę w góry 😉

3.Czy masz jakieś wymarzone miejsce na świecie, które chciałbyś odwiedzić? Zawsze największym marzeniem był NYC, byłam tam już 2 razy i chętnie wrócę, bo kocham to miasto całym sercem ale pora na coś nowego i teraz chyba marze o… Azji!

4.Czego słuchasz w wolnym czasie? Zależy od nastroju, gdy jestem sama w domu i mam ochotę poszaleć (czytaj potańczyć w salonie) jest to coś mocnego, głośnego i radosnego, rytmicznego o byle czym. Gdy chcę pomyśleć i wyciszyć się słucham słów i wysokich dźwięków, czegoś wolniejszego z emocjamii przesłaniem.

5.Jaka tematyka w blogach najbardziej cię interesuje? Uwielbiam ludzi, oni mnie inspirują… ale kocham też podróże, kulinaria, modę. No i oczywiście fotografia, to od jakiegoś czasu nierozłączna część mojego życia.

6.Uwielbiam czytać książki, czy znasz jakąś którą warto polecić? Lubię biografię, ostatnia która wzruszyła mnie do łez opowiada o życiu Michała Piróga ’’Chcę żyć’’.

7.Kim chciałeś zostać w dzieciństwie, czy spełnił swoje pragnienia? Gdy byłam mała chciałam być bizneswoman, chodzić do pracy w garsonce hehe. Nie lubię garsonek ale prace w biurze znam całkiem nieźle. A tak serio, zawsze pragnęłam być szczęśliwa, spełniać się i być kochana… J

8.Co jadłeś dzisiaj na śniadanie? Pyszne, zdrowe kanapeczki zrobione przez męża – smakują najlepiej 🙂 Popite herbatą z miodem i cytryną, bo w Dublinie jesień pełną parą brr

9.Jakie jest twoje ulubione miasto w Europie i dlaczego? Hmm tu mam problem, jest wiele miast, które uwielbiam w Europie. Od wielu lat zakochana jestem  Paryżu, za każdym razem gdy tam jadę, serce jakby biło mocniej, czuje jakąś taką magię w tym mieście… ogromną miłością darzę również Zakopane, wiele cudownych wspomnień – tam czuje się wolna jak ptak.

10.Czy jest w twoim życiu ktoś kto cię inspiruje, motywuje? Rodzina, to oni mnie inspirują. Ludzie, których kocham nad życie!

11.Czego nie lubisz w ludziach? Chamstwa, głupoty, fałszu, braku szacunku do drugiego człowieka.

Udało się, przebrnęłam przez wszystkie 11 pytań. Jeszcze raz dziękuje za wyróżnienie Storyland14 :* Jak wspominałam na początku nie znam zbyt wielu blogerów, dlatego też proponuję aby wszyscy chętni odpowiedzieli w komentarzach na moje pytania. Zachęcam do dobrej zabawy i do bliższego poznania siebie nawzajem 🙂

blog nominacjaMoje pytania:

  1. Dlaczego blog?
  2. Kto lub co Cię w życiu inspiruje?
  3. Twój ulubiony kolor?
  4. Najzabawniejsze wspomnienie z wakacji…
  5. Potrawy na słodko czy ostro?
  6. Ulubione miejsce na ziemi?
  7. Jeśli miałbyś/miałabyś okazję zjeść kolację z jedną wymarzoną osobą, kto to bybył?
  8. Gdzie siebie widzisz za 10 lat?
  9. Twoja największa pasja?
  10. Wiosna, lato, jesień czy zima? Którą porę roku lubisz najbardziej?
  11. Duże miasto czy bezludna wyspa?

Buziaki i miłego weekendu ❤

LUCKY GIRL…

No i kolejna niedziela powoli się kończy, za oknem już od kilku godzin ciemno i tylko światło ulicznej latarni próbuje wedrzeć mi się do pokoju. Właśnie Polska wygrała z Irlandią na Warszawskiej murawie. Śmiesznie słucha się irlandzkich komentatorów, którzy z nie małą trudnością wypowiadają nasze polskie nazwiska. A ja zrobiłam sobie kawę i wreszcie usiadłam do laptopa. Prawie cały tydzień bez Internetu i… bez telefonu. Tak, straciłam telefon i wierzcie mi lub nie ale da się wytrzymać w dzisiejszych czasach bez smartfona. Telefon jak telefon, rzecz nabyta (choć przyznaję, że przywiązałam się do mojego samsungusia) ale tej całej zawartości żal, zdjęcia, pliki, itp.. W dzisiejszych czasach komórka mało komu służy tylko do dzwonienia. No i swoją drogą, ciekawe kto wszedł w posiadanie mojego kochanego telefonu. No nic, nie ja pierwsza nie ostatnia.

Miniony tydzień to było istne szaleństwo, urodzinowe niespodzianki i wspaniali goście… cały wór emocji i wzruszeń. Najpierw Aga z Iką przypłynęły promem z UK, potem kurier z cudownym bukietem kwiatów od mojej siorki i całego jej teamu ❤ no i wieczorem niespodziewany gość – wysoka blondynka w drzwiach mojego mieszkania… jak to? Tyna! przecież ona kilka godzin temu życzyła mi z Gdańska miłej zabawy  urodzinowej.

Jestem prawdziwą szczęściarą, że mam tak wspaniałych przyjaciół i kochającą rodzinę przy swoim boku. Kiedyś myślałam, że wyjazd za granicę wszystko zmieni, że oddalimy się od siebie. Bzdura! Przyjaźń z ponad dwudziestoletnim stażem przetrwa wszystko. Z roku na rok nasze więzi zacieśniają się jeszcze bardziej, a uczucia są coraz silniejsze. Jesteśmy rodziną, a rodzina zawsze trzyma się razem, nie ważne czy mieszkamy tuż za rogiem czy na innych kontynentach. Nie umiem wyrazić słowami radości oraz wdzięczności do moich kobitek, które pomimo wielu trudności przyjechały do Dublina aby świętować razem ze mną moją trzydziestkę. Najwspanialsza niespodzianka jaką mogłabym sobie wymarzyć.  Te urodziny na długo zostaną w mojej pamięci.

na bloga

Co tu dużo pisać… jestem szczęściarą, trafiła mi się najlepsza rodzina na świecie! ❤

MY DECADE…

No i mamy październik, już czuję zapach imprezki urodzinowej w powietrzu. Nie powiem, że jakoś bardzo wyczekuję na tą brzuszastą 3 ale bardzo cieszę się na spotkanie z przyjaciółmi. Moja Aga z córą siedzą właśnie na pokładzie promu z Walii i już za kilka godzin je uściskam. Cieszę się niezmiernie, a do tego jeszcze wolna sobota… ahhh co za szczęściara ze mnie 😉 wiadomo, że dla barmana wolna sobota to niezły rarytasik, także super. Dziękuję Ci 2015, że trzeci października wypada właśnie w sobotę lol.

Cała ta atmosfera zbliżających się urodzin natchnęła mnie do pewnych przemyśleń, do swego rodzaju rachunku sumienia, do analizy ostatniej dekady mojego życia. Co dobrego i złego (bo równowaga we wszechświecie musi być) spotkało mnie w ciągu tych dziesięciu lat? Jak się zmieniłam i jak zmieniło się moje życie? Dziś trochę wspominków… 10 długich lat mojego życia.

Nie chce się wierzyć, że naprawdę minęło dziesięć lat od studniówki, matury, wyboru uczelni. „Witamy w Akademii Morskiej” Tak! zdradziłąm mój kochany Gdańsk dla Gdyni… ale tylko na 5 lat 😉 Dziesięć lat temu mój P. klęczał na sopockiej plaży prosząc mnie o rękę… szalone życie zakochanych dwudziestolatków. Potem pierwsza poważna praca, w której z młodej dziewczyny stałam się odpowiedzialną, zdyscyplinowaną kobietą. Pierwszy samochód, który non stop się psuł haha 😉 Ajjj sporo sie działo. To były zwariowane lata! Rozstania, powroty, miliony emocji, łzy rozpaczy i łzy szczęścia, tony egzaminów, dziesiątki imprez, wspólne wycieczki i poznawanie świata. Druciane zęby, w których czułam się piękna jak nigdy przedtem 🙂 P.S. Dużo blondu i różu hahahaha 😉

2005-2009blog1

Gdy zamykam oczy aby przypomnieć sobie rok 2010 widzę tylko jedno… nasz ślub! Było idealnie ❤ A kilka dni przed, z suknią ślubną w bagażniku broniłam pracę magisterską. Na tytuł magistra najbardziej na świecie czekał mój kochany dziadek, zawsze mi dopingował i wierzył we mnie bardziej niż ja sama wierzyłam. Never Give Up!

W tym też roku pierwszy raz leciałam samolotem, spędziłam wspaniałe walentynki w Paryżu i jesień w Zakopanem. Zmieniliśmy mieszkanie, co okazało się najlepszą decyzją na świecie. Zrobiłam sobie pierwszy tatuaż… A po ślubie miał być dom na wsi, dziecko… ale plany się zmieniły gdy postanowiliśmy wyjechać na zieloną wyspę. Niektórych rzeczy nie da się przewidzieć, zaplanować. Na początku było ciężko, wszystko inne, ogromna tęsknota za bliskimi, skok z za wygodnego biureczka, do baru. Upokarzające? nie wiem czy to odpowiednie słowo ale trochę tak się czułam na początku, sporo osób pukało się w głowę gdy mówiłam im, że jadę pracować w barze. Chciałam spróbować i wiedziałam, że będzie mnie gryzło jak tego nie zrobię, poza tym nikt mnie do podjęcia takiej decyzji nie zmuszał, wiedziałam w co się pakuję, wyjechałam bo chciałam! Nie żaluzję tej decyzji, wyjazd dużo mnie nauczył, pokazał ile możliwości daje nam życie i ile my sami jesteśmy w stanie zrobić jeśli tylko chcemy. Stałam się odważniejsza i nie boje się gonić za marzeniami.

2010-2013blog1

Liczę i liczę i sama nie wierzę, że mieszkamy w Dublinie już 4 lata. Kiedy to zleciało? Sporo się przez ten czas wydarzyło, nowi ludzie, nowe pasje, marzenia, wyjazdy. Mój kochany Nowy Jork! Zabawa w fotomodeling, skok ze spadochronem, fotografia, BLOG… Bardzo się rozwinęłam w ciągu tych kilku lat, zmieniłam zarówno fizycznie jak i mentalnie, uwierzyłam w siebie i swoje możliwości, poznałam bliżej samą siebie i odkryłam swoje talenty. Zaczęłam doceniać rzeczy, na które kiedyś w ogóle nie zwracałam uwagi, zauważać miejsca, których do niedawna nie zauważałam.

2014blog1

Jutro będę już oficjalnie trzydziechą i dziękuję za każdy dzień z życia dwudziestolatki, to były dobre lata. Warto było wrócić do starych płyt ze zdjęciami i troche powspominać, pośmiać się, wzruszyć. Tyle sie działo, tyle zminiło… Ja sama się zmieniłam, podchodzę z większym dystansem do życia i samej siebie. Więcej widzę i więcej doceniam. Mam nadzieję, że następna dekada mojego życia będzie równie udana, a może i lepsza. Pełna innowacji, radości i miłości. Podobno życie zaczyna się dopiero po czterdziestce ale ja nie zamierzam czekać, żyję i chcę żyć pełnia życia!!!

2015blog1

A od jutra zaczynam zbierać nowe wspomnienia aby było co opowiadać na czterdzieste urodziny 😉 Buziaki ❤