XMAS TIME… A**HOLES TIME ;)

Kolejny poniedziałek i kolejny tydzień przed nami. Dzisiaj sobie troszkę pomarudzę. Za kilka godzin zaczynam pracę i przyznam, że jakoś specjalnie nie skaczę z radości na tą myśl. Nie wiem co się dzieje z tymi ludźmi ale ostatnio mamy okropnych klientów. Same dupki i rozpieszczone małolaty, które nie mają w sobie za grosz szacunku i kultury. Irlandczycy chyba nie do końca rozumieją o co chodzi w tym całym bezstresowym wychowywaniu. Czy naprawdę tak ciężko przepuścić przez gardło słowo dziękuję? Miły uśmiech do osoby, która z oddaniem tworzy umilający ci wieczór, magiczny trunek. Czy prosze o zbyt wiele? Świat spada na psy, serio. A tu najgorsze przed nami, bo w Dublinie im bliżej Świąt Bożego Narodzenia tym gorzej. Tradycja 12 pubów i miliony imprez pracowniczych.

BAR na blogaNie mam nic przeciwko imprezowiczom, na prawdę! Kiedyś sama latałam co weekend ze znajomymi potańczyć, zresztą nadal lubię od czasu do czasu wyjść się zabawić. Ale to co się dzieje w Dublinie w okresie świątecznym to istne szaleństwo. Tu nie celebruje się tego magicznego czasu z rodziną, w domu przepełnionym zapachami świątecznych potraw i wypieków. Najważniejsze żeby iść się uchlać do nieprzytomności. Domniemam, że po takiej ilości odwiedzonych klubów to raczej mało realne aby ktoś był chociażby w malutkim stopniu trzeźwy.

Uwielbiam Święta Bożego Narodzenia i staram się oddzielać pracę od życia prywatnego i nie denerwować w tym okresie ale uwierzcie mi, że czasami się po prostu nie da. Wszyscy jesteśmy wykończeni i zestresowani po ciężkich nocach. Biegamy, skaczemy za barem aby każdy mógł jak najszybciej wypić swojego ulubionego drinka. Tylko czy to w ogóle ma sens? Czasami pukam się w głowę, po cholerę ja się tak staram… oni i tak nie zwracają uwagi na to co piją. Możecie wierzyć lub nie ale najczęstszym pytaniem, które zadają klienci jest to o najmocniejszego drinka i mało istotne jest, co wchodzi w jego skład.

Najbardziej śmieszą mnie ludzie, którzy dosłownie błagają o extra kropelkę alkoholu. Serio? Twoje błagania są po prostu żenujące i zwyczajnie śmieszne.lol Po kilku latach pracy za barem doszłam do wniosku, że najgorsze są dziewczyny. One piją dwa razy więcej od facetów i wcale nie żartuje. Podczas gdy mężczyzna zamawia pinta piwa, jego dziewczyna bierze koktajl i jeszcze shota, bo za słabe. Nie chcecie wiedzieć, co dzieję się potem w damskich toaletach. Syf, smród, sodoma i gomora.

Okres listopadowo-grudniowy jest na maxa wyczerpujący dla nas wszystkich pracujących w dublińskich barach. Myślę, że nie jeden barman się ze mną zgodzi, iż najgorsi są niedzielni kierowcy nocnego życia. Głównie ludzie z biur, którzy tylko w okresie świątecznym wychodzą w miasto i myślą, że pozjadali wszystkie rozumy. W ogóle nie imprezują w ciągu roku i totalnie nie wiedzą jak się zachować, piją na umór, szybko łapią fazę, mają miliony pretensji i przede wszystkim w ogóle nie liczą się ze staffem. Czy tylko dlatego, że pracujesz w korporacji musisz tak zadzierać nosa? Ja w Polsce też byłam biurwą i nigdy nie wywyższałam się z tego powodu. Tak samo jak świat potrzebuje księgowych, bankierów, grafików etc. tak samo potrzebuję barmanów, kucharzy, sklepikarzy czy śmieciarzy. Tym bardziej w Dublinie, mieście w którym życie kręci się wokół barów.

No nic, wyżaliłam się troszeczkę, uwolniłam emocje i mogę zbierać się do pracy. Trzymajcie za mnie kciuki abym wytrwała ten szalony, dupkowaty okres.

Jestem ciekawa jak u Was wygląda okres przed świąteczny. Pracowicie, rodzinnie a może już zaczęła się gorączka świątecznych zakupów?

Reklamy

5 thoughts on “XMAS TIME… A**HOLES TIME ;)

    • Dokładnie tak to wygląda 😉 czasami wyrywam się z pytaniem do natrętnego i niecierpliwego klienta… hej, może chcesz wskoczyć za bar i mi pomóc, już i tak połowa ciebie za nim jest haha. Z miłą chęcią posłuchałabym dla odmiany rozmów o zwierzętach, warzywach itp. u nas raczej królują selfie i nos w telefonie… jakakolwiek konwersacja spadła na dalszy plan. Pozdrawiam i życze miłej soboty 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • Coś za coś… W wiejskim barze szczyt wyrafinowania w zamówieniach na drinki ogranicza się do G&T i ewentualnie hot whiskey zimą. Farmerzy są wierni Guinnessowi. Nie ma też muzyki, więc łatwo się rozmawia. Wszyscy się znają, przychodzą tam jak do własnego domu. Starsi nadal krzywią się na widok bab 😉 i mruczą pod nosem coś o dzieciach i garach. Świat w zupełnie innym stylu.
        Dwa takie bary opisałam na blogu – Brennan’s w Bundoranie i Lang’s w Grange, gdzie mieszkam.
        Pozdrawiam!

        Polubione przez 1 osoba

  1. Czy irlandzkie bary są naprawdę takie jak na filmach? Pełne ludzi, gwar, zabawa. mnóstwo alkoholu, muzyka, śpiewy itd.? Np. w „PS kocham Cię” była scena w barze, tak jest rzeczywiście??

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s