TAM GDZIE NAS JESZCZE NIE BYŁO… ROYAL HOSPITAL KILMAINHAM

Doszłam do wniosku, że dawno nie spacerowaliśmy ulicami Dublina z aparatem w rękach. Skandal! Heh 😉 Tak być nie może, także dziś nadrabiamy zaległości. Wyciągnęłam mojego P. na mały spacerek do miejsca, w którym nas jeszcze nigdy nie było. Ajjj myślę, że jeszcze sporo jest takich miejsc w Dublinie, których moje oczy nie widziały niestety ale wiadomo jak to jest jak się gdzieś mieszka… praca dom, głównie te same trasy każdego dnia. Mam jednak w planach trochę zaszaleć w tym roku. Oby pogoda w miarę dopisywała i extra czasu więcej było, bo zrobiłam długą listę miejsc, które chcę zobaczyć przed wielkim come backiem.

IMG_4014blog

Tym razem podreptaliśmy na zachód. Odwiedziliśmy bardzo przyjemne i cichutkie miejsce w dzielnicy Kilmainham. Uroczy park do którego przyklejony jest Royal Hospital Kilmainham. Budynek zbudowany na wzór Hotelu Inwalidów w Paryżu, w którym obecnie mieści się muzeum sztuki nowoczesnej IMMA – Irish Museum of Modern Art. Na wejście do środka było już trochę za późno ale pospacerowaliśmy sobie trochę po zielonych terenach, w ciszy i spokoju, bez tłumów ludzi i zgiełku miasta. No i oczywiście pstryknęliśmy trochę fotek na pamiątkę.

IMG_4026blog

IMG_3974blog

IMG_3977blog

IMG_4029blog

IMG_4047blog

IMG_4040blog

IMG_4062blog

IMG_4079blog

IMG_4103blog

IMG_4075blog

Teren dawnego szpitala Kilmainham znajduję się jakieś 10 minut od Heuston Stadion i może z 15 od Phoenix Parku z tym, że nie po prawej a po lewej stronie rzeki Liffey stojąc tyłem do centrum miasta. Jeśli macie ochotę uciec od zatłoczonego centrum miasta i przespacerować się w ciszy i spokoju to serdecznie polecam tą okolicę. My na pewno nie raz tu wrócimy.

Buziaki od czapkowców i miłego poniedziałkowego wieczoru. xoxo

Reklamy

NOWOROCZNE POSTANOWIENIA POSZŁY W RUCH…

Ten tydzień zaczęłam trzymając się noworocznych postanowień 😉 CZĘŚCIEJ ĆWICZYĆ! JEŚĆ WIĘCEJ ZUP! Popołudniowy trening zaliczony na 4+ i zupa ogórkowa ugotowana na 6 😉 Dopadła mnie irlandzko-zimowa deprecha albo jak kto woli lenistwo i na razie nie stać mnie na więcej niż czwóra z w-fu. Nie chcę zwalać winy na pogodę czy miejsce, w którym mieszkam ale Ci, którzy choć trochę pobyli na wyspach na pewno mnie zrozumieją. Niskie ciśnienie, deszcze i brak słońca potrafią naprawdę nieźle przygnębić. Wieczna ospałość, uczucie ciężkości, a u mnie do tego dochodzi nocna praca i odsypianie do południa. Na szczęście jestem już mądrzejsza o kilka zim, które tu spędziłam i gdy tylko czuje, że nadchodzą te dni… te w których będę totalnym leniuchem, marudą i ciapą zaczynam zastawiać na siebie małe pułapki. Pułapki, które ratują mnie przed ugrzęźnięciem w czarnej dziurze.

Ja nie poddaję się tak łatwo, a już na pewno nie bez walki. Dlatego dziś włączyłam sobie muzyczkę i zaczęłam od przyjemności. Znam siebie i wiem, że moje uszy połączone są z nogami hehe i nie ma opcji żeby usiedzieć spokojnie, gdy w głośnikach lecą ulubione kawałki. Bioderka poszły w ruch, a nim się obejrzałam już liczyłam przysiady z moją 5kg koleżanką Kettlebell w rękach 😉 A przecież jeszcze piętnaście minut temu nie widziałam szans na jakikolwiek wysiłek… Tak to właśnie u mnie działa. Gdy mam gorszy dzień i czuję, że nie dam rady to zaczynam od czegoś co sprawia mi przyjemność (takie małe sidełka na siebie zakładam), a potem jakoś samo idzie dalej. Ruch ma mi sprawiać przyjemność, a nie kojarzyć się z czymś co muszę zrobić. Ja przecież nic nie muszę… ja chcę 😉

Naciskanie na samego siebie, wywieranie presji i robienie czegoś pod przymusem to najgorsze co można sobie robić. To zawsze działa na naszą niekorzyść. Odpycha i zniechęca do działania. Niestety ja mam z tym mały problem, czasami wywieram na samą siebie zbyt wielką presję oraz jakis tam mus i w rezultacie zaczynam odsuwać się od rzeczy, które lubię. Nienawidzę jak ktoś mnie do czegokolwiek zmusza, a wychodzi na to, że to ja sama sobie robie to świństwo najczęściej. Całe życie czegoś się uczymy, ja od dawna uczę się większego luzu i dystansu do samej siebie. Nie bądź dla siebie taka ostra dziewczyno! 😉

Tak więc dziewczyny i chłopaki, nie bądźcie dla siebie zbyt surowi! Buziaki i do następnego :*

P.S. Zupa ogórkowa wyszła przepyszna! Nawet mój P., który do zagorzałych fanów zup nienależny wachlował łyżką jak szalony  😉 PicsArt_01-20-03.51.09BLOG

W ZDROWYM CIELE, ZDROWY DUCH! wyzwanie podjęte ;)

No to wracam do gry 😉 Nowy rok, nowe cele, nowe postanowienia i nowe wyzwania. Na pierwszy ogień idzie ciało… czyli praca nad zdrową i jędrną sylwetką. Więcej ćwiczeń, mniej słodyczy! Dobra, nie mówię że zupełnie zrezygnuje z czekolady, bo jakbym mogła zrezygnować z czegoś co daje tak wiele przyjemności ale na pewno chcę ograniczyć jej spożycie. Przede wszystkim muszę przestać podżerać m&m’s za barem 😉

W zeszłym roku dałam sobie spore fory. Jakoś w połowie 2015 dopadło mnie workoutowe lenistwo i nie mogłam zebrać się w całość aby wrócić do jakichkolwiek treningów. Przyznaje się bez bicia – nie pamiętam kiedy ostatni raz ćwiczyłam i nie mam tu na myśli skłonów podczas układania szklanek za barem czy biegania po schodach z góry na dół. Choć i ta forma ruchu daje swoje małe, bo małe ale jakieś tam efekty. Bądźmy szczerzy, tak naprawdę to każdy ruch jest dla nas dobry, chociażby dłuższy spacer z psem czy chodzenie po schodach zamiast jeżdżenia windą. Wszystko się liczy. Najgorsze jest usiąść na kanapie i zastygnąć na wieki.lol.

Wszyscy wiemy, że najgorsze są początki, w każdej dziedzinie nie tylko w tej uzdrawiającej i upiększającej nasze ciało. Ciężko się wraca po długiej przerwie, zawsze jest milion wymówek i przekładanie z tygodnia na tydzień. Mamy nowy rok, nową czystą kartę do wypełnienia i to świetna okazja do zmian na lepsze. Ja rzuciłam sobie wyzwanie, chcę dać z siebie więcej niż minimalne minimum jak przez ostatnie kilka miesięcy i planuję regularnie ćwiczyć. W końcu mieszkam pod jednym dachem z mężczyzną o ciele Adonisa, a to do czegoś zobowiązuje. Aż głupio żeby coś wisiało tu i ówdzie. A tak serio, naszą największą motywacją do ćwiczeń powinno być nie tylko nasze piękne i jędrne ciało – choć przyznacie, że to spora motywacja ale przede wszystkim nasze zdrowie. Ciało ciałem, oczywiście jesteśmy ludźmi i chcemy się podobać sobie i innym ale najważniejsze jest zdrowie. Problemy z kręgosłupem, postawą, zadyszka, bóle mięśni i wiele wiele innych dolegliwości na które narzekamy każdego dnia… to powinny być nasze motywatory.

Ja dziś zaczęłam swoje workoutowe wyzwanie i mam nadzieję, że nie pęknę. Mam nadzieje, że dzielnie będę realizować swój misterny plan i wytrwam w noworocznym postanowieniu. Koniec z wymówkami, koniec z lenistwem i marudzeniem.

PicsArt_01-11-04.32.43

Trzymajcie kciuki i przyłączajcie się do mnie. W grupie zawsze raźniej 😉

XMAS PARTY 2015 and my short story ;)

Nasze wyczekiwane i zasłużone pracownicze Xmas Party! Czekałam na ten wieczór z niecierpliwością. Był wielki plan… trzy kluby, mapa dojazdu, grafik – co, gdzie i na którą. Wreszcie to my będziemy po tej drugiej stronie, wreszcie to nam będą serwować. Będą śpiewy i tańce. Nie mogłam się doczekać, aż wreszcie się porządnie wytańczę na parkiecie 😉 Yhy… no to się wytańczyłam. Lol

Pierwszy w kolejności był chiński karaoke bar. Przyznam, że zabawa była przednia. Klub sam w sobie nie wyglądał może zbyt atrakcyjnie ale nie było najgorzej. Pierwszy raz w życiu byłam w tego typu miejscu. Każda grupa miała swój prywatny pokój i mogła śpiewać w niebogłosy. Naszej ok dwudziestoosobowej grupie trafiła się jedynka. Było dużo śmiechu, a coco jambo śpiewał chyba każdy z nas. Wszystko było super, do czasu gdy podali jedzenie… . Obsługa nie była zbytnio zorganizowana, było nas sporo a dostawaliśmy po jednym daniu, na dodatek nie wiedząc co jest na talerzu. Pani przyszła, postawiła i poszła bez słowa. Najdroższy i największy zestaw sushi dostaliśmy na sam koniec, gdy wszyscy zbierali się do wyjścia. To chyba jakiś żart? Połowa osób wyszła głodna. Ja poskubałam trochę ryżu z czymś zielonym… i to był mój największy błąd tamtego wieczoru. Teraz już wiem, że mój żołądek nie toleruje olejowych i przesolonych zielonych wynalazków, które jak się później okazało miały być fasolką szparagową i szpinakiem, hmmm może i były ale po wielokrotnym odgrzewaniu zmieniły lekko swój kształt i wygląd. Nie chcę być zbyt surowa dla kucharza, być może innym smakowało, być może to ja miałam słabszy dzień. Nie wiem ale to co ja zjadłam było okropne. Przykro mi ale taka prawda.

xmasparty2015

Karaoke było extra ale organizacja w klubie dość kiepska i jedzenie koszmarne. Jedzenie, które godzinę później mnie zabiło. Dosłownie! Gdy doszliśmy do drugiego miejsca z naszej magicznej listy umarłam. Usiadłam na kanapie i moja impreza się skończyła. Mieszanka alkoholu z tym zielonym czymś doprowadziła do totalnego bezwładu mojego ciała haha. Zwyczajnie się zatrułam. Niestety tegoroczne xmas party skończyło się dla mnie przed północą. Zamiast do trzeciego klubu, gdzie czekał na mnie wymarzony parkiet i tańce trafiłam do łóżka. Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak czułam, myślałam że wypluje żołądek wraz ze wszystkimi organami z nim sąsiadującymi. To z pewnością nie była najszczęśliwsza noc mojego życia haha ale karaoke było super i na pewno trzeba będzie to powtórzyć… ale może tym razem bez jedzenia.lol

NOWY ROK, NOWE WŁOSY, NOWA JA ;)

Yeah! Zrobiłam to! Po kilku tygodniach walki z myślami, podjęłam wewnętrzne wyzwanie i obcięłam moje długie włosy. Albo teraz albo nigdy! Codzienne zastanawianie się czy chcę ciąć czy nie doprowadzało mnie do szaleństwa. Wiedziałam, że im dłużej będę nad tym myśleć tym dłużej będę zwlekać, aż w końcu stchórzę i zostanę z długimi włosami na zawszę… także w sobotę, drugiego dnia nowego roku, kupiłam nożyczki fryzjerskie i ciach! Obcięłam najpierw grzywkę, a potem ponad trzydziesto centymetrowego kucyka.

Wiem, że dla wielu z Was to żaden wyczyn, to przecież tylko włosy i nie ma z czego robić wielkiego halo. Jednak dla mnie samej to bardzo duże wydarzenie. Przede wszystkim kosztowało mnie to ogrom odwagi i determinacji, moje zawsze długie włosy to ja, mój styl, mój image… ja to ja – dziewczyna z kucykiem do pasa 😉 Myśl o krótkich włosach paraliżowała mnie od środka. Bałam się, że po ścięciu nie będę czuła się samą sobą patrząc w lustro. Bałam się, że mi się nie spodoba i będę żałować, a odwrotu nie będzie. Bałam się, że nie spodobam się mojemu P., bo on przecież kocha długie włosy. I do tego wszystkiego komentarz mojej sis, że w długich włosach jestem podobna do mamy… no nie, to był cios poniżej pasa siostrzyczko heh. Przecież to zawsze było moje wielkie pragnienie, zawsze chciałam być podobna do Helenki, a to Tobie się trafił ten zaszczyt hihi 🙂 I tu nagle, gdy zmagam się z „życiową” decyzją taki mocny argument 😉

Długo wahałam się czy ciąć czy nie, jednak szalę przeważyła akcja „daj włos”. Nie mogłam przestać myśleć o tym, że obcinając moje włosy mogę podarować komuś choć odrobinę szczęścia. Ta myśl rozwiała wszystkie wątpliwości. Bardziej od moich włosów kocham ludzi. Nie ma piękniejszego widoku jak szczęśliwy człowiek. Każdy zasługuje na odrobinę radości, tym bardziej ludzie którzy zmagają się z ciężką chorobą. Wiem, że utrata włosów dla wielu kobiet po chemioterapii bywa czasem dla nich bardziej bolesna niż samo leczenie. Może i nie mogę uratować całego świata, choć bardzo bym chciała 😉 ale gdy mogę zrobić coś dobrego i podarować uśmiech choć na jednej twarzy to nie ma się nad czym zastanawiać. Ta myśl siedzi mi w głowie, za każdym razem gdy patrząc w lustro zaczynam tęsknić za moimi długimi włosami. Minęło już kilka dni i przyznam, że trochę mi ich brakuje ale wiem, że było warto.

8284_1262135280469752_7196975823035215540_n

A jeśli chodzi o mnie i moje wrażenia hmmm… to było dla mnie na pewno jedno z większych wyzwań ostatnich miesięcy i przyznam, że jeszcze nie do końca się oswoiłam z nową fryzurą ale cieszę się, że nie stchórzyłam. Nowy rok, nowe włosy, nowa ja 😉 Najfajniejsze jest to uczucie lekkości. I chyba pierwszy raz w życiu nie marudzę myjąc włosy hehe. Jeszcze kilka dni i na pewno się przyzwyczaję do mojego loba. Nie dziwcie mi się, po tylu latach z mega długimi kudłami potrzebuję trochę więcej czasu na oswojenie się i zakolegowanie z moim nowym lookiem.

Buziaki z bardzo mokrego dziś Dublina :* A.