ULUBIONY ŻUREK Z TOREBKI I ANTYŚWIĄTECZNA AURA…

Śniadanie Wielkanocne w porze lunchu, ulubiony żurek z torebki i cały weekend w pracy… tak minęły mi Święta Wielkiej Nocy 😉 a do tego mąż mnie dziś przechytrzył i zaczaił się w sypialni z butlą pełną wody 😉 no to miałam swojego Śmigusa-dyngusa hihihi.

wielkanoc blog

Gdyby wymazać z tego wszystkiego nocki w pracy, to byłby to naprawdę udany świąteczny weekend. Przygotowaliśmy sobie razem z P.małą ucztę dla dwojga i było naprawdę przyjemnie i bardzo smacznie.

Niestety praca popsuła tą miłą aurę! Dawno nie miałam tak ciężkiego weekendu, jakaś nerwowa atmosfera i antyświąteczna aura. To, że w mojej pracy panuje specyficzny klimat to wiem od dawna ale czy nawet w święta nie może być jakoś milej i przyjaźniej? Każdy nerwowy, poirytowany. Mijam drzwi baru i ta beznadziejna aura udziela się i mi… niestety. Ja też jestem zmęczona, też nie skacze z radości, że muszę pracować w święta ale czy nie fajniej byłoby wspierać się wzajemnie i jakoś przebrnąć przez te shifty wspólnie? Za każdym razem gdy już odzyskuje nadzieje i wiarę w ludzi, dostaje policzek. Nie ma co walczyć z wiatrakami. Ja niedługo spadam i przysięgam wszem i wobec… nigdy więcej pracy nocnej. A już na pewno nie na pełen etat!!! Nigdy! Choć bym miała jeść ściany mojego mieszkania hahaha. Człowiek nie jest stworzony do pracy nocnej w pełnym wymiarze czasu. W nocy się śpi, relaksuje i resetuje umysł. Może dlatego połowa staffu chodzi naburmuszona, bo brak im odpoczynku i relaksu. Mi na pewno brak czasu i już chyba sił do tego miejsca.lol. Sorry ale taka jest prawda, wypaliłam się i nie potrafię się wyłączyć na ludzką znieczulicę. Może podchodzę zbyt emocjonalnie, może jestem zbyt wrażliwa… nie wiem ale taka już jestem i nic nie poradzę, że mnie to obchodzi. Że obchodzą mnie ludzie, że niezmiernie ważny jest dla mnie szacunek i respekt. Że zwyczajnie chciałabym abyśmy byli fajnym teamem, który mimo ciężkich, długich nocy jakoś potrafi się wspierać nawzajem. Spędzamy w pracy połowę życia i to z kim i w jakiej atmosferze pracujemy jest ogromnie ważne. A może nawet najważniejsze, bo gdy czujemy się dobrze i komfortowo w miejscu pracy to nieważne jaka ciężka by ona nie była damy z siebie 100% i poradzimy sobie nawet z najtrudniejszymi zadaniami. Dobry, zgrany team jest w stanie zdziałać cuda i chyba każdy kto ma szczęście pracować lub zarządzać taką grupą ludzi zgodzi się ze mną w milionie procent.

No dobra, spuściłam to z siebie… nareszcie 😉 Mam nadzieje, że Wy mieliście i nadal macie wolne! Odpoczywajcie Kochani, bo jutro już powrót do pracy. Ja zaraz zbieram się do mojej, trzymajcie kciuki żeby jakoś spokojnie zleciało. Buziaki :*

WESOŁEGO ALLELUJA! <3

No dobra, pora usiąść na chwilę. Usiąść aby złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia Wesołego Alleluja! Oczywiście ja jak to ja, całą sobotę spędziłam przy garach. Lubię przygotowywać tradycyjne potrawy świąteczne. Wtedy myślami jestem w domu, przypominam sobie te wszystkie lata gdzie wspólnie z mamą przygotowywałyśmy święta dla całej naszej (niemałej) rodzinki. To mnie relaksuje, cieszy i za każdym razem troszeczkę wzrusza (ciiiii). Tylko ten, kto mieszka daleko od swojej rodziny wie, jak ciężko jest spędzać święta bez tej całej zwariowanej gromadki. Wszystkiego brak, nawet jakiś głupich sprzeczek przy stole 😉 Także ja, aby poczuć nadchodzące święta i poczuć się troszkę bliżej domu i rodziny zafundowałam sobie dzień pełen wrażeń w towarzystwie jajek, żurku i innych Wielkanocnych przysmaków, które jutro razem z P. będziemy konsumować. Niestety ale kolejny rok z rzędu czeka nas świąteczna śniadanie dla dwojga… hmmm śniadanie! może bardziej lunch, bo oczywiście zaraz oboje pędzimy do pracy. No cóż, nie ja pierwsza i nie ostatnia, która musi pracować w święta. Tak czy inaczej… Kochani moi! Życzę Wam Wesołych Świąt Wielkiej Nocy w gronie rodziny i przyjaciół. Smacznego jajka, dużo radości i uśmiechu i pamiętajcie aby przygotować buteleczkę czy szklankę z wodą na poniedziałek, kto pierwszy ten lepszy, a kto zapomni ten gapa… mokra gapa hihi. Buziaki i jeszcze raz Wesołego Alleluja!  ❤ xx

12884497_1324368677579745_672263142_n

ZIELONO MI, czyli St. Patrick’s Festival i czwartkowa parada ;)

parada

Zielony tydzień powoli dobiega końca, zapewne tysiące turystów w wielkich groszkowych kapeluszach właśnie szykuje się na ostatnią imprezę przed wyjazdem z Dublina. Ostatnie tańce, ostatni pint Guinnessa i łyczek Jamesona 😉 Oj tak, z całą pewnością te dwa trunki cieszyły się największą sławą w mijającym już tygodniu.

Mnie też dziś czeka ostatnia impreza uff… zielona noc za barem.lol Jutro na szczęście mam wolne i już odliczam godziny haha. Tak czy inaczej, St. Patrick’s Festival wciąż trwa i muszę przygotować się na długą i pracowitą nockę.

W czwartek 17 marca, w dzień św. Patryka odbyła się coroczna parada z tej właśnie okazji. Niestety nie mieliśmy szansy zostać do końca ale tyle co udało się zobaczyć to nasze… i Wasze oczywiście 😉

IMG_4782 (2)

IMG_4772

IMG_4796 (2)

IMG_4809 (2)

IMG_4814 (2)

IMG_4818 (2)

IMG_4824 (2)

IMG_4828 (2)

IMG_4842 (2)

IMG_4852 (2)

IMG_4865 (2)

IMG_4870 (2)

IMG_4877 (2)

IMG_4887 (2)

IMG_4746 (2)

Buziaki i miłej soboty 🙂

ZA CO LUBIĘ IRLANDIĘ?

PicMonkey Collageblog

Z racji tego, że zbieram się pomału do domu i powoli żegnam z Irlandią, dużo rozmyślam nad życiem na zielonej wyspie. Za co kocham to miejsce, a za co nienawidzę… Pisałam już o domowych dziwactwach i fanaberiach, ponarzekałam na bzdurne krany, okna i inne bzdety… tak więc dziś wychodzę poza mury budynku, zero narzekania i same plusy. Dziś porozmawiajmy o tym co uwielbiam w mieści, w którym mieszkam już prawie 5 lat.

Przede wszystkim to, że w 100% mogę być sobą, nie ważne co lubię, jaki mam styl i w czym chodzę ubrana… tu czuje się wolna od „obcinającego” mnie wzroku przechodnia, od uśmieszków i szeptów w autobusie, bo grzywka mi się krzywo ułożyła czy nie zdążyłam wyregulować brwi. Niby małe głupstwa… ale w Polsce często czułam „ten” wzrok i jestem pewna, że Wy też go często czujecie. Trochę więcej luzu i tolerancji życzę nam Polakom 😉 Tak! Luz i poczucie wolności to z całą pewnością to coś, co uwielbiam w tym mieście. Mogę ”tańczyć i śpiewać” idąc ulicą, a i tak nikt nie będzie patrzył na mnie jak na wariatkę 😉 A jak już jestem przy śpiewaniu… Irlandia to bardzo muzykalny zakątek. Ulice Dublina dosłownie przesiąknięte są muzyką. Uwielbiam przechadzać się alejkami miasta i słuchać ulicznych artystów. Irlandczycy są bardzo bardzo utalentowani muzycznie.

Co uwielbiam, a wręcz podziwiam w Irlandii to to, jak ludzie niepełnosprawni są odbierani przez innych i jak świetnie sobie radzą w codziennym życiu. W Polsce człowiek na wózku czy z zespołem Downa jest izolowany od społeczeństwa. Ludziom chorym każe się siedzieć w domu w przekonaniu, że nie odnajdą się w ulicznej dżungli i zwyczajnie nie poradzą sobie w życiu poza czterema ścianami pokoju. To okropnie smutne i muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, dopóki nie zamieszkałam w Dublinie. Tutaj ludzie niepełnosprawni są traktowani zupełnie normalnie. Pracowałam kiedyś z kobietą, która miała zespół Downa i radziła sobie całkiem nieźle, a do tego była tak radosna i szczęśliwa, że to szczęście udzielało się wszystkim dookoła. Znam też dziewczynę, to nasza barowa klientka, która cierpi na stwardnienie rozsiane. Jest przykuta do wózka, a jej ciało jest zupełnie bezwładne. Gdy widzę jak ochroniarze wnoszą ją do klubu, a za nimi paczka jej przyjaciół to aż serce się uśmiecha. Może Was to nie wzrusza ale mnie tak. Młoda dziewczyna, która może czerpać radość z życia mimo swojej ciężkiej choroby, otoczona grupą przyjaciół, którzy o nią dbają. To piękne. Takich przykładów w Dublinie znam wiele i bardzo to podziwiam.

Kolejna rzecz, którą lubię na zielonej wyspie to trawa… tutaj trawa jest cały rok zielona i cały rok  możemy z przyjemnością z niej korzystać nie narażając się na mandat za niszczenie zieleni 😉 Wiosną, gdy tylko pojawi się trochę słońca wszystkie miejskie parki, pareczki, trawniczki oblegane są przez garniturki, studenciaków, turystów i rodziny z dziećmi… wszyscy delektują się promykami słońca i wylegują na trawie… i to zupełnie legalnie!

W Dublinie podoba mi się również to, że za jedną czy dwie dniówki mogę kupić sobie całkiem niezły ciuch czy jakiś tam gadżet lub dobre, markowe buty. Takie same, na które w Polsce musiałabym tyrać cały tydzień. Wiele rzeczy jest tu bardziej przystępnych. Choćby kawa na mieście, jestem kawoholikiem i uwielbiam przechadzać się miastem i siorbać cappuccionko.Lol. Tylko, że tu kawa w moich ulubionych kawiarniach kosztuje max 20 minut mojej pracy… a jak to wygląda w Polsce? Myślę, że przynajmniej godzinę będę musiała na nią pracować… niestety.

Jest wiele rzeczy za którymi na pewno będę bardzo tęsknić, gdy wrócę do Polski. Ale chyba najbardziej będę tęskniła za widokami, a tych tu nie brakuje. Sam Dublin to zabytkowe budynki zmixowane z nowoczesnymi akcentami, klimatyczne wąskie uliczki, tysiące barów i tysiące turystów. Nadrzeczne położenie, dość niska zabudowa i na każdym rogu coś wartego zobaczenia. Ale to jest nic w porównaniu z tą bardziej dziką, pozamiejską Irlandią. Wystarczy pojechać kilka kilometrów od centrum i już przenosimy się do świata Hobbitów, 7 krasnoludków czy  groźnych piratów. Krajobrazy jak z bajki, coś niesamowitego i jedynego w swoim rodzaju.

DZIEŃ WSZYSTKICH WALECZNYCH KOBIET…

Wszystkiego Dobrego Lejdis! Dzisiaj 8 marca, nasz dzień – Dzień Kobiet! W Polsce często słyszy się, że to stare komunistyczne święto… Kochani, era goździków i rajstop już dawno minęła. Poza tym Dzień Kobiet to żaden komunizm a międzynarodowe święto, które jako wyraz szacunku i pamięci dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet obchodzone jest na kilku kontynentach od początków XX wieku. Także wiecie kobitki, dziś wszystkie trzymamy się razem! W nas siła 😉 Ktoś kiedyś ciężko walczył o to abyśmy mogły robić to, co tylko chcemy oraz być, kimkolwiek chcemy i warto o tym pamietać. Dzięki tym walecznym kobietom dziś nam żyje się lepiej… możemy się realizować, kształcić, rozwijać. Mamy prawo głosu! Jesteśmy wolne i mamy prawo normalnie żyć! Także dziś w honorze dla tych wszystkich wojowniczek cieszmy się i radujmy. To w końcu nasz dzień, także umilmy go sobie jakoś. U mnie dochodzi 5 nad ranem i zaraz kładę się spać po nocce w pracy ale obiecuję, że nie zmarnuję tego dnia na siedzeniu na kanapie. A tak swoją drogą ciekawe czy mój wspaniały małżonek wie jaki dziś mamy dzień hihi. Okaże się po przebudzeniu 😉

ja blog

Czy to przypadek, że akurat w dniu kobiet imieniny obchodzi moja ukochana wojowniczka Beatka? Hmm nie wiem, musiałabym zapytać naszą mamę o historię jej imienia ale coś w tym na pewno jest. Becia to moja 18 lat starsza siostra, moja przyjaciółka i największa idolka młodzieńczych lat. Czy możliwa jest przyjaźń między siostrami, które dzieli aż taka duża różnica wieku? Bywało różnie jak to w rodzeństwie 😉 ale śmiało i z ręką na sercu przyznaje, że wiek tu nie ma nic do rzeczy. Rozumiemy się bez słów, wspieramy i kochamy na zabój… czy to nie jest właśnie definicja prawdziwej przyjaźni?

Kochana siostrzyczko! Z okazji Twoich imienin życzę Ci Wszystkiego co najlepsze! Kocham Cię i tęsknie… ❤

 

SESJA ŚLUBNA 5 LAT PO ŚLUBIE ;)

Pamiętacie jak we wrześniu zeszłego roku pisałam o sesji ślubnej, w której razem z P. mieliśmy okazję uczestniczyć? Jeśli nie bardzo, to całą historię jej powstania możecie przeczytać tutaj. Obiecałam, że jak będę miała już gotowe zdjęcia to się z Wami podzielę i tak też czynię 😉 Wreszcie są! Piękne, kolorowe, wiosenne i bardzo romantyczne. Idelne na dzisiejszą deszczową i wietrzną pogodę. Sceneria jak z bajki, po prostu niesamowita! Te kolory… ajjj co tu dużo pisać, sami zobaczcie i koniecznie dajcie mi znać co sądzicie.

_MG_3854-Edit

 

_MG_3744-Edit

_MG_3679-Edit

_MG_3842-Edit

_MG_3848-Edit

_MG_3680-Edit

_MG_3940-Edit

_MG_3958-Edit

_MG_3973-Edit

_MG_3903-Edit

_MG_4101-Edit

_MG_4123-Edit

_MG_4141-Edit

_MG_3577-Edit

_MG_4019-Edit

_MG_4023-Edit

_MG_4090-Edit

_MG_3838-Edit

Zdjęcia: Bartek i Magda z BM Photo Art 🙂 ❤