ŚCIANA Z CEGIEŁ W KUCHNIO-SALONIE

Hejka, jak czytaliście ostatni wpis to wiece, że moje życie kręci się teraz wokół remontu. No cóż, wpadłam po uszy wiec postanowiłam, że trochę się z Wami podzielę co tam w ogóle u mnie się dzieje i jak zmienia się nasze stare mieszkanie. Jedną z rzeczy, z której jestem dumna i która była moim absolutnym must to have w naszym kuchnio-salonie była ściana z czerwonej cegły. Jak sobie zamarzyłam to też musiałam sobie wykonać hehe. Mieszkamy w kamienicy i oczywiście mogliśmy spróbować przebić się do starych cegieł ale nie chciałam ryzykować tego co zastane pod płytami dlatego położyłam nowe cegiełki.

No dobra, to czego w ogóle potrzebowałam i jak wyglądał proces tworzenia mojej ukochanej ściany… Przede wszystkim cegły 😉 my kupiliśmy już pocięte cegiełki. Dodam tylko, że przy zakupie macie do wyboru tańsze środki lub trochę droższe zewnętrzne kawałki cegły. Zewnętrzne są droższe, gdyż wyglądają bardziej klimatycznie i dają ten fajny efekt starego muru. Ja polecam kupić pomieszane cegły. Po pierwsze z oszczędności a po drugie, gdy wymieszacie cegły efekt końcowy będzie idealny, ani za nowo ani za staro. Ja tak zrobiłam i jestem bardzo zadowolona. Przez to, że zmiksowałam czyste środki z tj. poniszczonymi zewnętrznymi kawałkami moja ściana ma fajne cienie i przejścia kolorystyczne. Nie jest ani gładka i czysto pomarańczowa ani obita i szaro czerwona.

Oprócz cegieł, co jest oczywiste hehe potrzebowałam klej do glazury, na który przykleiłam moje cegiełki do ściany, krzyżyki, szpachelkę oraz cement murarski, który posłużył mi za fugę. Wybrałam cement do wypełnienia szpar między cegłami aby wyglądało to jeszcze naturalniej i odrobinę nieschludnie. Na koniec, gdy już wszystko wyschło zaimpregnowałam całą ścianę impregnatem do klinkieru i pokryłam warstwą matowego lakieru. Być może moja ostatnia czynność nie jest wymagana ale nie byłam pewna czy ściana pokryta samym impregnatem nie będzie brudzić przy opieraniu się o nią. Wiecie lepiej dmuchać na zimne, w końcu kto by chciał chodzić umazany czerwoną kredą non stop.lol

20160826_133702-2

20160826_120301-2

20160830_143443-2

20160908_162309-2

20161003_160031-2

Nie wiem czy lubicie takie surowe akcenty w mieszkaniu ale ja jestem zachwycona, jest tak jak sobie wymarzyłam. Przyznaję, że nie jest to robota na kilka godzin czy dzień i osobiście zajęło mi trochę czasu aby pokryć całą ścianę cegłami ale warto było, bo efekt jest bombowy. No i odkryłam ukryte zdolności murarskie haha 😉

Trzymajcie się ciepło, jest piąteczek więc życzę Wam super weekendu. Buzka i do następnego.xx

p.s. sorki za zdjęcia z telefonu ale innych nie posiadam.

Reklamy

BARDZO SZKOCKIE I BARDZO CZEKOLADOWE… czyli bajaderki dla dorosłych ;)

IMG_5027 (2)

Z kupną bajaderką jest jak z paczkowanym mięsem mielonym… nigdy się do niego nie przekonam. Lubię wiedzieć co jem i co jest w środku. W życiu nie kupiłam ani jednej bajaderki i może jestem dziwakiem, może jestem wybredna, a może nazbyt ostrożna… nazwijcie to jak chcecie ale jakoś nie zdarzyło mi się sięgnąć po to ciastko w cukierni. Za to uwielbiam robić je sama. Są banalnie proste w wykonaniu, smakują obłędnie i wyglądają bardzo elegancko, a do tego możemy kombinować z nimi jak tylko chcemy. Bajaderki to takie małe i pyszne śmietniczki, zlepek wszystkiego co słodkie. Masz stare ciasto z niedzieli czy wyszedł Ci zakalec? Nie wyrzucaj… ulep kulki! Dla mnie podstawą do zrobienia bajaderek jest jakieś ciasto czekoladowe, obojętnie czy to brownie czy murzynek czy jakieś stwardniałe zaległe muffiny. Ja po prostu lubię czekoladowe bajaderki. Ale jak macie białe ciasto to też spoko. Wystarczy rozpuścić tabliczkę czekolady i wyjdą czekoladowe bomby 😉 Do tego dokładam garść posiekanych bakalii, wiórki kokosowe, zmielone orzechy i zalewam dość sporą ilością  kawy lub alkoholu albo jednym i drugim – tak aby ciasto było dość lepkie. Potem wstawiam gotową masę do lodówki na kilka godzin lub na noc. Taka „zmrożona” masa nie klei się do rąk podczas formowania. Następnie lepie czekoladowe kuleczki i obtaczam w czym tylko mam ochotę… zazwyczaj są to wiórki kokosowe, posiekane orzechy, kakao lub kolorowe posypki do ciast.

IMG_5035 (2)

Tym razem przygotowałam bajaderki specjalnie na naszą małą babską międzynarodową imprezę. Użyłam ciasta czekoladowego z bakaliami, ciastek digestive oraz posiekanych orzechów brazylijskich… zalałam szkocką 😉 Wyszły obłędne!

IMG_5091 (2)

NOWY ROK, NOWE WŁOSY, NOWA JA ;)

Yeah! Zrobiłam to! Po kilku tygodniach walki z myślami, podjęłam wewnętrzne wyzwanie i obcięłam moje długie włosy. Albo teraz albo nigdy! Codzienne zastanawianie się czy chcę ciąć czy nie doprowadzało mnie do szaleństwa. Wiedziałam, że im dłużej będę nad tym myśleć tym dłużej będę zwlekać, aż w końcu stchórzę i zostanę z długimi włosami na zawszę… także w sobotę, drugiego dnia nowego roku, kupiłam nożyczki fryzjerskie i ciach! Obcięłam najpierw grzywkę, a potem ponad trzydziesto centymetrowego kucyka.

Wiem, że dla wielu z Was to żaden wyczyn, to przecież tylko włosy i nie ma z czego robić wielkiego halo. Jednak dla mnie samej to bardzo duże wydarzenie. Przede wszystkim kosztowało mnie to ogrom odwagi i determinacji, moje zawsze długie włosy to ja, mój styl, mój image… ja to ja – dziewczyna z kucykiem do pasa 😉 Myśl o krótkich włosach paraliżowała mnie od środka. Bałam się, że po ścięciu nie będę czuła się samą sobą patrząc w lustro. Bałam się, że mi się nie spodoba i będę żałować, a odwrotu nie będzie. Bałam się, że nie spodobam się mojemu P., bo on przecież kocha długie włosy. I do tego wszystkiego komentarz mojej sis, że w długich włosach jestem podobna do mamy… no nie, to był cios poniżej pasa siostrzyczko heh. Przecież to zawsze było moje wielkie pragnienie, zawsze chciałam być podobna do Helenki, a to Tobie się trafił ten zaszczyt hihi 🙂 I tu nagle, gdy zmagam się z „życiową” decyzją taki mocny argument 😉

Długo wahałam się czy ciąć czy nie, jednak szalę przeważyła akcja „daj włos”. Nie mogłam przestać myśleć o tym, że obcinając moje włosy mogę podarować komuś choć odrobinę szczęścia. Ta myśl rozwiała wszystkie wątpliwości. Bardziej od moich włosów kocham ludzi. Nie ma piękniejszego widoku jak szczęśliwy człowiek. Każdy zasługuje na odrobinę radości, tym bardziej ludzie którzy zmagają się z ciężką chorobą. Wiem, że utrata włosów dla wielu kobiet po chemioterapii bywa czasem dla nich bardziej bolesna niż samo leczenie. Może i nie mogę uratować całego świata, choć bardzo bym chciała 😉 ale gdy mogę zrobić coś dobrego i podarować uśmiech choć na jednej twarzy to nie ma się nad czym zastanawiać. Ta myśl siedzi mi w głowie, za każdym razem gdy patrząc w lustro zaczynam tęsknić za moimi długimi włosami. Minęło już kilka dni i przyznam, że trochę mi ich brakuje ale wiem, że było warto.

8284_1262135280469752_7196975823035215540_n

A jeśli chodzi o mnie i moje wrażenia hmmm… to było dla mnie na pewno jedno z większych wyzwań ostatnich miesięcy i przyznam, że jeszcze nie do końca się oswoiłam z nową fryzurą ale cieszę się, że nie stchórzyłam. Nowy rok, nowe włosy, nowa ja 😉 Najfajniejsze jest to uczucie lekkości. I chyba pierwszy raz w życiu nie marudzę myjąc włosy hehe. Jeszcze kilka dni i na pewno się przyzwyczaję do mojego loba. Nie dziwcie mi się, po tylu latach z mega długimi kudłami potrzebuję trochę więcej czasu na oswojenie się i zakolegowanie z moim nowym lookiem.

Buziaki z bardzo mokrego dziś Dublina :* A.