10/365

20180204_131146

Jestem z GDAŃSKA ❤

Reklamy

LAST DAY OF JANUARY… the last day of illumination!

Ostatni dzień stycznia i ostatni dzień światełek w naszym Oliwskim Parku. Jak widać Oliwa równie długo nie mogła się rozstać ze świętami jak i ja. Tak pięknie było, że wcale nie miałam ochoty tego zmieniać i tak oto dopiero wczoraj rozebrałam choinkę i spakowałam świąteczne dekoracje. To były nasze pierwsze od pięciu lat święta w Polsce więc chyba rozumiecie przedłużoną radość 😉

To co działało się tej zimy w Oliwie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Moja ukochana dzielnica otulona świąteczną płachtą z setek tysięcy światełek. Uwielbiam świetlne dekoracje i dziwie się, że miasto mruga do nas tylko w okresie świąt. Jak dla mnie mogłoby tak zostać na cały rok, no może bez gwiazdkowych akcentów ale lekka, błyszcząca poświata na drzewach między alejkami byłaby idealna. Wszyscy, którzy uwielbiają romantyczne spacery o zmroku chyba się ze mną zgodzą.

img_0214

Wracając do iluminacji… Przyznaję, że od połowy grudnia robiłam kilka podejść do pielgrzymki po parku i za każdym razem traciłam cierpliwość po 10 minutach przeciskania się przez tłumy. Nie wiedziałam, że aż tylu ludzi mieszka w Trójmieście hahaha. A tak serio, to było istne szaleństwo. Jak widać nie tylko ja i mój P. lubimy światełka. Na szczęście mieszkamy po sąsiedzku, więc mogliśmy wyskoczyć z domu w każdej możliwej chwili aby nacieszyć oczy i zaspokoić ciekawość. Sami zobaczcie jak u nas pięknie było przez ostatnie półtora miesiąca…

img_0470-2img_0476-2img_0358-2img_0494-2img_0485-2img_0205-2

Miłego wieczoru i do następnego razu.xx

I AM ALIVE :)

Hm, od czego by tu zacząć? Nie macie pojęcia jak ciężko jest wrócić do pisania po wielu miesiącach przerwy. Kilkanaście razy otwierałam Łabędzia i zbierałam się do tego aby wyjaśnić czemu mnie tu nie ma, dlaczego siedzę cicho… ale najwidoczniej nie byłam na to gotowa. Zamknęłam się w ciemnej jaskini i tak oto straciłam inspirację do wszystkiego co zawsze dawało mi wiele radości. Ale wróciłam i chyba czuje się już całkiem dobrze. Zrobiłam coś co dało mi wiele energii na kolejne kilka miesięcy, zaczęłam tam gdzie skończyłam. Wsiadłam w samolot i poleciałam do Dublina aby odwiedzić moje niedawno opuszczone życie, aby odnaleźć siebie i zabrać do domu.

Jeszcze kilka tygodni temu pisałam post o tym jak ciężko znoszę miesiące dłużącego się remontu, brak pracy na etacie i takie tam problemy każdego powrotnika. Oczywiście nie opublikowałam go, nie byłam na to gotowa, nie chciałam narzekać i żalić się jak to mi jest ciężko. Do tego podświadomie czułam, że to nie jest jedyny powód mojego nastroju. Myślę, że nie byłam gotowa na pakowanie walizek akurat ostatniego dnia lipca. Za dużo działo się w mojej głowie w ostatnich miesiącach przed wyjazdem. To jakby nie był mój moment, miałam kilka nie pozałatwianych spraw, które męczyły mnie w myślach. Dusiłam to wszystko w sobie, bo i tak nie było już odwrotu. Wylądowałam w Gdańsku, zajęłam się mieszkaniem i tak oto ”zasnęłam towarzysko” na pół roku, nagle remont się skończył a ja obudziłam się w miejscu zupełnie mi obcym. Nie mogłam się odnaleźć we własnym domu. Czułam, że jeszcze chwila a się uduszę. Musiałam spakować walizkę i cofnąć się do przeszłości… do miejsca, które było mi bardziej znane niż to w którym znajdowałam się obecnie. Chciałam sprawdzić co poczuję gdy wyląduje w Dublinie. Czytacie ten post, więc jak widać wyjazd okazał się bardzo pomocny i inspirujący.

img_0423-2

Spędziłam w Dublinie pięć najbardziej szalonych i dziwnych zarazem lat mojego życia. Chyba bałam się, że jak wrócę do Polski to wszystko pęknie jak bańka mydlana. Będąc tam kilka dni poczułam, że ta więź i wspomnienia nigdy nie znikną. Wróciłam do domu ale kawałek mojej duszy i serca na zawsze pozostanie na zielonej wyspie, mam tam Przyjaciół.

Obiecuję, że już nie opuszczę Was na tak długo… za dużo tych pustych kartek w pamiętniku. Witajcie ponownie i do następnego razu. Happy weekend! xx

MIESIĘCZNICA POWROTNIKÓW ;)

No i mamy 31 sierpnia! Dla dzieciaków ostatni dzień wakacji, a dla nas pierwsza miesięcznica w kraju. Mam wrażenie jakby to było wczoraj, noc pożegnań z dublińskim życiem i wczesny samolot do Gdańska. Tamtego dnia obiecałam sobie, że będę dzielna i nie rozkleję się… no i prawie dotrzymałam obietnicy, aż do momentu gdy znaleźliśmy się w chmurach.  Wtedy dotarło do mnie co naprawdę się dzieje. Wiedziałam jak mój P. cieszy się z powrotu do domu i nie chciałam psuć mu tej radości ale łzy spływały po policzkach jak szalone. Teraz też szklą mi się oczy… tęsknie i nie boję się tego przyznać. Jestem tylko człowiekiem, a do tego całkiem wrażliwym hehe. Bardzo ciężko przeżywam rozstania, a jeszcze ciężej pożegnania. Minął miesiąc od naszego powrotu, a ja nadal miotam się z myślami ale inaczej niż na początku. Już nie czuję żalu i tego ogromnego strachu. Nie wiem co się ze mną stało ale pierwsze dwa tygodnie były moim wewnętrznym koszmarem. Kompletnie nie mogłam znaleźć sobie miejsca w moim własnym domu. Czułam się niepewna, przestraszona i bezsilna. Tęskniłam za starym życiem i za naszą dublińską rutyną. Minął miesiąc, a ja nadal tęsknie ale już nie żałuje. Wyszłam z cienia i wróciłam do normy, jestem dobrej myśli i wierze, że nam się uda to polskie życie. A jak wyglądało nasze pierwsze 31 dni w Polsce? A właśnie tak…

PicMonkey Collage (2)

Buziaki i do następnego 🙂

Look of the week czyli DRESOWE wspomnienia z Paryża.

3razy ja

Pamiętam, gdy kilka lat temu, podczas naszego pierwszego pobytu w Paryżu zobaczyłam dziewczynę. Był wieczór, a my staliśmy w podziemiach metra czekając na nasz wehikuł, gdy po drugiej stronie torów ujrzałam grupę nastolatków. Wśród nich jedna wysoka, szczupła i piękna dziewczyna. Nie mogłam oderwać od niej wzroku, a raczej od tego co miała na sobie. Jej outfit był zachwycający, inny, odważny i originalny. Totalny luz połączony z klasyczną elegancją. Wieczorowa, stonowana góra do tego wysokie szpilki i …. spodnie od dresu. OMG ale czad! to coś zupełnie w moim stylu! Wtedy pomyślałam sobie o tym jaką sensację wzbudziłaby tym strojem w moim mieście, gdzie ulicę opanowali dresiarze ”wystylizowani” od góry do dołu w Nike czy Adidasie. W stolicy mody nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi… nikt poza mną. Lata minęły i cały świat zaczął mixować style, a moje paryskie wspomnienie z przed lat nie jest już niczym kuriozalnym i wyjątkowym. Stereotypy zostały przełamane, a jakieś głupie sztywne reguły zapomniane. Uff!

Moda to coś czym powinniśmy się bawić, kombinować. To jak się nosimy powinno przede wszystkim odzwierciedlać nasz charakter i naszą osobowość. Ja przechodziłam w swoim życiu przez różne style… czasami z uwielbienia, a czasami z panującej w danym czasie mody. Z własnego doświadczenia wiem, że nikt nigdy nie będzie czuł się swobodnie i w pełni sobą w zapożyczonych ubraniach. To, że coś wygląda nieziemsko na sklepowym manekinie czy koleżance ze szkoły czy pracy wcale nie oznacza, że będzie wyglądało tak samo zniewalająco na Tobie. Pamiętajmy, że kopia zawsze wypada gorzej od oryginału dlatego warto szukać własnego stylu. Nie bójmy się pokazywać siebie. Ja zawsze stawiam na indywidualizm. Kiedyś bałam się opinii innych, nie umiałam poradzić sobie z krytyką, a dziś mam to zwyczajnie gdzieś… wiecie gdzie 😉 To ja, mój styl i dobrze mi w tym co mam na sobie, bo przecież oto w tej całej modzie chodzi… żeby czuć się dobrze 🙂 Dziś jesteśmy w świetnej sytuacji, nie musimy się już bać czy wstydzić naszego stylu, gustu czy modowego smaku możemy robić z modą co tylko chcemy, mieszać do bólu i nikt nas nie będzie wytykał palcami.  Także do dzieła!

ja blog

Moja dzisiejsza stylówka zainspirowana wspomnieniami z Paryża ❤ Może dziś bardziej casualowo i na luzie niż wieczorowo ale chciałam Wam pokazać jak ja noszę się na co dzień 😉

Pikolaz spodnie

kolaz zegarek

kolaz plaszcz2

PŁASZCZ: zara

SWETER: atmosphere

SPODNIE: h&m

BUTY: pull&bear

ZEGAREK: casio

OKULARY: primark

BUDUJEMY NOWY DOM… ;)

Drugie okienko odsłonięte, a z naszego kalendarza adwentowego wyskoczyła dziś gwiazdka. Powiesiłam ją na papierowej choince i zabrałam się do szkicowania naszego gdańskiego mieszkanka. Jakoś mnie dzisiaj naszło na rysunki.lol To pewnie ta świąteczna aura, która małymi kroczkami wchodzi do naszego domu i tęsknota za bliskimi, którzy czekają w Polsce. Liczę i liczę i sama niedowierzam, że to będą już nasze piąte święta poza domem. Na szczęście szóste spędzimy już w Gdańsku z całą naszą crazy rodzinką. Rok 2016 to będzie rok zmian i remanentu. Czeka nas sporo pracy. Także od czasu do czasu siadam nad planami naszego skromnego kącika i myślę co by jeszcze można było pozmieniać, co dodać, a co odjąć. Jaki układ będzie dla nas najbardziej korzystny i funkcjonalny, o czym marzymy i czego pragniemy.

IMG_3758

Szczerze mówiąc to pomysł i projekt na zmianę naszego m4 mamy w głowach już od kilku lat. A teraz, gdy podjęliśmy 100% decyzje o powrocie do domu możemy zacząć wprowadzać nasze plany i marzenia w życie. Myśląc o powrocie czuję ogromną adrenalinę i podniecenie, czuję jak serce bije mi mocniej a krew w żyłach płynie jakby szybciej. To będzie rewolucja, chcemy przebudować całe nasze mieszkanie. Poza tym czeka nas intensywne poszukiwanie pracy. To zrozumiałe, że się boję ale i cieszę zarazem. Staram się myśleć pozytywnie i nie nakręcać negatywnymi komentarzami ’’życzliwych ludzi’’. Tak bardzo tęsknimy za rodziną i przyjaciółmi, że nic nas nie zatrzyma i nie zdoła zmienić naszej decyzji.

Zawsze wiedzieliśmy, że wyjazd do Dublina jest terminowy, nie wiedzieliśmy jednak jaka będzie data powrotu. Postawiliśmy na intuicję, przeczucie, być może na przeznaczenie. Co będzie to będzie – powtarzaliśmy sobie i naszym bliskim. Teraz oboje już wiemy, że czas się skończył i pora wracać do domu. I szczerze nie możemy się tego doczekać, a co najlepsze nasi bliscy nie mogą się doczekać nas. To cieszy najbardziej. Miłość, przyjaźń i oddanie jakie czujemy od Nich wszystkich jest bezcenne.

Wiele razy słyszałam opinie innych ludzi, że każdy w końcu i tak wraca z powrotem do Dublina. Słyszę zdania typu… eeee i tak wrócicie. Ojjj, nie znasz nas jeśli tak mówisz. Wrócę, owszem ale na wakacje. Oboje czujemy, że Dublin to nie jest nasze miejsce na ziemi. Nie czujemy się tu dobrze, a do tego dochodzi tęsknota za domem. To miała być przygoda i nasza powoli dobiega końca. Po co wracać do miejsca, które nie daje Ci szczęścia i poczucia spełnienia? Żyć sztucznym życiem do końca moich dni, o nie! Dublin to fajne miasto, cieszę się że wyjechaliśmy, sporo się tu nauczyłam, głównie o samej sobie. Wyluzowałam troszeczkę, nabrałam dystansu, uwierzyłam w siebie. Nigdy nie powiem, że żałuje tych kilku lat, które tu mieszkam. Ale to nie jest moje miejsce i nie będę się dusić i siedzieć tu na siłę. Po co? Po kasę? To nie te czasy, gdy w Irlandii pieniądze leżały na ulicy. Dla języka? Dobra, przyznaję trochę podciągnęłam mój angielski ale… tu jest tak wielu Polaków, że non stop rozmawiamy po polsku, a to  niezbyt sprzyja nauce.

Każdy jest panem swojego losu. Nie bójmy się podejmować decyzji i ryzyka. To tylko i wyłącznie od nas samych zależy czy będziemy szczęśliwi. Znam wiele osób, które narzekają wkoło na swoje życie ale nie robią kompletnie nic aby je zmienić. Zmiany same nie przyjdą. To Ty musisz zrobić pierwszy krok. Przestań zamartwiać się rzeczami, na które nie masz wpływu. Zawalcz o siebie i swoje szczęście. Nie bój się marzyć. Zamiast kumulować negatywną energię i wkurzać się na swój los, postaraj się go zmienić. Zacznij pracować na lepsze, szczęśliwsze życie. ❤