LAST DAY OF JANUARY… the last day of illumination!

Ostatni dzień stycznia i ostatni dzień światełek w naszym Oliwskim Parku. Jak widać Oliwa równie długo nie mogła się rozstać ze świętami jak i ja. Tak pięknie było, że wcale nie miałam ochoty tego zmieniać i tak oto dopiero wczoraj rozebrałam choinkę i spakowałam świąteczne dekoracje. To były nasze pierwsze od pięciu lat święta w Polsce więc chyba rozumiecie przedłużoną radość 😉

To co działało się tej zimy w Oliwie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Moja ukochana dzielnica otulona świąteczną płachtą z setek tysięcy światełek. Uwielbiam świetlne dekoracje i dziwie się, że miasto mruga do nas tylko w okresie świąt. Jak dla mnie mogłoby tak zostać na cały rok, no może bez gwiazdkowych akcentów ale lekka, błyszcząca poświata na drzewach między alejkami byłaby idealna. Wszyscy, którzy uwielbiają romantyczne spacery o zmroku chyba się ze mną zgodzą.

img_0214

Wracając do iluminacji… Przyznaję, że od połowy grudnia robiłam kilka podejść do pielgrzymki po parku i za każdym razem traciłam cierpliwość po 10 minutach przeciskania się przez tłumy. Nie wiedziałam, że aż tylu ludzi mieszka w Trójmieście hahaha. A tak serio, to było istne szaleństwo. Jak widać nie tylko ja i mój P. lubimy światełka. Na szczęście mieszkamy po sąsiedzku, więc mogliśmy wyskoczyć z domu w każdej możliwej chwili aby nacieszyć oczy i zaspokoić ciekawość. Sami zobaczcie jak u nas pięknie było przez ostatnie półtora miesiąca…

img_0470-2img_0476-2img_0358-2img_0494-2img_0485-2img_0205-2

Miłego wieczoru i do następnego razu.xx

Reklamy

I AM ALIVE :)

Hm, od czego by tu zacząć? Nie macie pojęcia jak ciężko jest wrócić do pisania po wielu miesiącach przerwy. Kilkanaście razy otwierałam Łabędzia i zbierałam się do tego aby wyjaśnić czemu mnie tu nie ma, dlaczego siedzę cicho… ale najwidoczniej nie byłam na to gotowa. Zamknęłam się w ciemnej jaskini i tak oto straciłam inspirację do wszystkiego co zawsze dawało mi wiele radości. Ale wróciłam i chyba czuje się już całkiem dobrze. Zrobiłam coś co dało mi wiele energii na kolejne kilka miesięcy, zaczęłam tam gdzie skończyłam. Wsiadłam w samolot i poleciałam do Dublina aby odwiedzić moje niedawno opuszczone życie, aby odnaleźć siebie i zabrać do domu.

Jeszcze kilka tygodni temu pisałam post o tym jak ciężko znoszę miesiące dłużącego się remontu, brak pracy na etacie i takie tam problemy każdego powrotnika. Oczywiście nie opublikowałam go, nie byłam na to gotowa, nie chciałam narzekać i żalić się jak to mi jest ciężko. Do tego podświadomie czułam, że to nie jest jedyny powód mojego nastroju. Myślę, że nie byłam gotowa na pakowanie walizek akurat ostatniego dnia lipca. Za dużo działo się w mojej głowie w ostatnich miesiącach przed wyjazdem. To jakby nie był mój moment, miałam kilka nie pozałatwianych spraw, które męczyły mnie w myślach. Dusiłam to wszystko w sobie, bo i tak nie było już odwrotu. Wylądowałam w Gdańsku, zajęłam się mieszkaniem i tak oto ”zasnęłam towarzysko” na pół roku, nagle remont się skończył a ja obudziłam się w miejscu zupełnie mi obcym. Nie mogłam się odnaleźć we własnym domu. Czułam, że jeszcze chwila a się uduszę. Musiałam spakować walizkę i cofnąć się do przeszłości… do miejsca, które było mi bardziej znane niż to w którym znajdowałam się obecnie. Chciałam sprawdzić co poczuję gdy wyląduje w Dublinie. Czytacie ten post, więc jak widać wyjazd okazał się bardzo pomocny i inspirujący.

img_0423-2

Spędziłam w Dublinie pięć najbardziej szalonych i dziwnych zarazem lat mojego życia. Chyba bałam się, że jak wrócę do Polski to wszystko pęknie jak bańka mydlana. Będąc tam kilka dni poczułam, że ta więź i wspomnienia nigdy nie znikną. Wróciłam do domu ale kawałek mojej duszy i serca na zawsze pozostanie na zielonej wyspie, mam tam Przyjaciół.

Obiecuję, że już nie opuszczę Was na tak długo… za dużo tych pustych kartek w pamiętniku. Witajcie ponownie i do następnego razu. Happy weekend! xx

ROBIĘ REMONT, ZARAZ WRACAM ;)

Patrzę na datę ostatniego wpisu i oczom niewierze… kiedy to minęło? Mogę bez wahania nazwać wrzesień miesiącem bez komputera. Czy to w ogóle możliwe w XXI wieku? No niestety, w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze i choć uwielbiam blogować to musiałam wziąć przymusowy urlop od pisania i zająć się domową rewolucją. Remont naszego mieszkania okazał się bardziej skomplikowany i czasochłonny niż myśleliśmy. Praktycznie od samego przyjazdu do Polski nie żyjemy niczym innym niż naszym małym placem budowy.lol Patrząc wstecz, na nasze plany i przemyślenia dotyczące powrotu do kraju i tej całej mieszkaniowej demolki stukam się w głowę i myślę… albo tak głupi albo tak optymistyczni haha. Jak mogliśmy w ogóle pomyśleć, że wyrobimy się w miesiąc. No, może z super brygadą remontową byłoby to całkiem możliwe. My jednak postawiliśmy na własne siły. Jesteśmy sami sobie majstrem i ekipą budowlaną. Trzej muszkieterowie 😉 Mr MacGyver jedyny zawodowiec w naszej ekipie i mózg operacji czyli mój tata, nasz Super Hero i koleś od brudnej roboty – mój P. no i ja dyrektor kreatywny i dziewucha od wykończeniówki haha.

picmonkey-collage

Ten remont to nasze małe wielkie wyzwanie i wiecie co… prawdą jest, że czasem mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę, bo coś tam nie pasuje, bo coś nie działa i coś tam trzeba poprawić i potem jeszcze raz i jeszcze raz ale mam też ogromną satysfakcję i jestem z nas dumna, że tak dzielnie sobie radzimy. Zbudowaliśmy wszystko od podstaw i jesteśmy już bardzo blisko końca. Uffffff! nie mogę się doczekać przeprowadzki, a przede wszystkim nie mogę się doczekać naszego nowego życia w naszym nowym domu 🙂

Teraz muszę już uciekać, miłego dnia wszystkim i wybaczcie, że tak długo mnie tu nie było. Mam nadzieję, że to była jednorazowa tak długa rozłąka. Do następnego.xoxo

MIESIĘCZNICA POWROTNIKÓW ;)

No i mamy 31 sierpnia! Dla dzieciaków ostatni dzień wakacji, a dla nas pierwsza miesięcznica w kraju. Mam wrażenie jakby to było wczoraj, noc pożegnań z dublińskim życiem i wczesny samolot do Gdańska. Tamtego dnia obiecałam sobie, że będę dzielna i nie rozkleję się… no i prawie dotrzymałam obietnicy, aż do momentu gdy znaleźliśmy się w chmurach.  Wtedy dotarło do mnie co naprawdę się dzieje. Wiedziałam jak mój P. cieszy się z powrotu do domu i nie chciałam psuć mu tej radości ale łzy spływały po policzkach jak szalone. Teraz też szklą mi się oczy… tęsknie i nie boję się tego przyznać. Jestem tylko człowiekiem, a do tego całkiem wrażliwym hehe. Bardzo ciężko przeżywam rozstania, a jeszcze ciężej pożegnania. Minął miesiąc od naszego powrotu, a ja nadal miotam się z myślami ale inaczej niż na początku. Już nie czuję żalu i tego ogromnego strachu. Nie wiem co się ze mną stało ale pierwsze dwa tygodnie były moim wewnętrznym koszmarem. Kompletnie nie mogłam znaleźć sobie miejsca w moim własnym domu. Czułam się niepewna, przestraszona i bezsilna. Tęskniłam za starym życiem i za naszą dublińską rutyną. Minął miesiąc, a ja nadal tęsknie ale już nie żałuje. Wyszłam z cienia i wróciłam do normy, jestem dobrej myśli i wierze, że nam się uda to polskie życie. A jak wyglądało nasze pierwsze 31 dni w Polsce? A właśnie tak…

PicMonkey Collage (2)

Buziaki i do następnego 🙂

ZAPYTAJ MNIE… PÓŹNIEJ! ;)

Hmmm od czego by tu zacząć… Może od tego, że dzisiaj jest 15 sierpnia czyli minęły już dwa tygodnie od kiedy wróciliśmy do kraju. Już dwa, a może dopiero!? Jak się czuję? Jak mi się żyje? Czy się cieszę, że wróciłam… wszyscy zasypują nas pytaniami, a ja zwyczajnie nie znam na nie odpowiedzi. Biję i motam się z myślami każdego dnia. Wierzcie mi, powrót do domu po kilku latach nieobecności wcale nie jest taki łatwy jakby mogło się wydawać. My zaczęliśmy nasze nowe życie w Polsce od remontu. Remont generalny mieszkania, którego końca nie widać hehe. Ale to jest ta bardziej przyjemna strona, bo gdy już skończymy brudną robotę to przyjdzie czas na urządzanie gniazdka i będzie pięknie. Temat, który nie daje mi spać to PRACA! Oboje ustaliliśmy, że najpierw musimy zająć się domem, a potem zaczniemy rozglądać się za jakąś robotą… tylko, że ja dostałam jakiegoś chorego paraliżu i wpadłam w jakaś cholerną jaskinię, z której nie mogę wyjść od przyjazdu do Gdańska. Czuję się słaba, a na samo słowo praca mam gęsią skórkę… i jak ja mam w takim stanie znaleźć pracę? I czy ja się w ogóle do czegoś nadaję?!? Nie lubię się za te głupie myśli ale takie właśnie w tym momencie mam. Zwariować można. Wiem, że to normalne i że każdy potrzebuje czasu aby się przyzwyczaić, zaaklimatyzować i ja nie jestem w tej kwestii żadnym wyjątkiem. Ale boje się i nie ma co tego ukrywać. Dlatego proszę… dajcie mi trochę czasu na poukładanie myśli, no i tego nowego życia do kupy a obiecuję, że za kilka miesięcy odpowiem na wszystkie nurtujące was pytania 😉

20160807_170621

Buziaki i miłego poniedziału, trzymajcie za mnie kciuki… plisss 😉

EDINBURGH PHOTO DIARY

Przed naszym wielkim powrotem do Polski wybraliśmy się w odwiedziny do znajomych, do Szkocji. Trochę na wariata, między pakowaniem i zbieraniem gratów do Polski ale było warto. Edynburg zachwycił mnie już z samolotu. Piękne widoki, góry i doliny, a na ich tle zamki i zameczki. Krajobraz jak z bajki o królewnie i jej oddanym rycerzu 😉 Adrian i Marzenka, do których przyjechaliśmy z wizytą mieszkają kawałek od Edynburga ale na prośbę mieszczucha (czytaj moją hehe) już pierwszego dnia zabrali nas na zwiedzanie szkockiej stolicy.

IMG_8408 (2)

IMG_8412 (2)

IMG_8594 (2)

IMG_8469 (2)

IMG_8457 (2)

IMG_8507 (2)

IMG_8429 (2)

IMG_8444 (2)

IMG_8490 (2)

Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę pod most 😉  moją słabość do olbrzymów nad wodą już dobrze znacie więc to Was chyba nie dziwi, że musiałam zobaczyć tego czerwonego kolosa z bliska. Most kolejowy Forth Bridge jest przeogromny (2,5km długości), kanciasty i bardzo czerwony 😉 zupełnie inny niż mosty, które widziałam do tej pory. Żałuję, że nie miałam okazji zobaczyć go w nocy, podświetlony robi na pewno ogromne wrażenie.

IMG_8727

IMG_8719 (2)

IMG_8790

IMG_8761

Pogoda nas nie rozpieszczała, jeśli narzekałam kiedykolwiek na Dubliński klimat to przepraszam. Irlandzki deszczyk to nic w porównaniu z tym Szkockim.lol Tak czy siak, byłam na urlopie i nie mogłam odpuścić sobie zwiedzania okolicy… jak widać podziwiałam ją głównie z wysokości 😉

IMG_8672 (2)

IMG_8659 (2)

IMG_8553 (2)

IMG_8509 (2)

IMG_8545 (2)

Ostatniego dnia naszego pobytu pojechaliśmy na spacer po parku Holyrood, niestety okazało się, że moi chłopcy są z cukru i boją się deszczu więc na górę Arthur’s Seat wdrapałam się sama. Niech żałują, bo widoki na żywo były jeszcze lepsze niż na zdjęciu.

IMG_8625 (2)

IMG_8873

IMG_8905

Wielkie podziękowania dla Marzenki i Adka! ❤ Dziękujemy kochani za super urlopik, za pyszne jedzonko i cierpliwość podczas zwiedzania! Podróżowanie ze mną nie jest łatwe, szczególnie gdy na mojej szyi wisi aparat 😉

 

Wszystko co kocham czyli wycieczka do Bray! <3

IMG_7904 (2)

No i w końcu trafiłam to Wicklow-ego miasteczka, które zwie się Bray! Zawsze chciałam pojechać do tego nadmorskiego miasta ale jakoś nigdy nie było mi po drodze. Teraz, gdy mój irlandzki czas powoli się kończy staram się nadrabiać wszystkie krajobrazowe zaległości i zwiedzać ile tylko się da.

IMG_7923 (2)

IMG_7926 (2)

Możecie się śmiać lub nie ale w Bray najbardziej interesowała mnie linia pociągu tzw. DARTa, która biegnie pod górami. Wiele o niej słyszałam od znajomych i zawsze chciałam zobaczyć ją z bliska. Mam chyba jakieś upodobanie do pociągów, a raczej do linii kolejowych biegnących w dziwnych i ciekawych dla oka miejscach heh. No cóż, każdy ma jakieś zboczenia.lol

IMG_7951 (2)

Jeśli lubicie piesze wycieczki to polecam przespacerować się klifami z Bray do Greystones. Moja kumpela zafundowała mi taką 8km wędrówkę wzdłuż morza i byłam zachwycona. Szmaragdowa woda, klify, góry… czego chcieć więcej?! No i mój upragniony pociąg przejeżdżający w górskich tunelach. Ach! Co tu dużo pisać… pięknie tam i tyle! ❤

IMG_7971 (2)

IMG_7982 (2)

IMG_8026 (2)

IMG_8030 (2)

IMG_8045 (2)

Jeśli wybieracie się do Dublina lub mieszkacie tu ale doskwiera Wam zmęczenie miastem to serdecznie polecam wycieczkę do Bray. To zaledwie 20km od centrum Dublina, a zupełnie inny świat. Najwygodniej i chyba najatrakcyjniej będzie skorzystać z usług Darta, gdyż linia kolejki jak już wcześniej wspomniałam biegnie wzdłuż morza, tak więc narażeni jesteśmy na przepiękne widoki… koniecznie usiądźcie przy oknie 🙂

IMG_7957 (2)