Rodzinnych przede wszystkim… <3

Ostatnie pół roku było dla mnie dość nerwowe i stresujące… długo oczekiwany powrót do kraju, wielka demolka mieszkania i ogólnie całego naszego życia. Niebyło mnie tu bardzo długo nad czym niezmiernie ubolewam ale obiecuję, że wszystko nadrobię. W końcu muszę wylać z siebie te kilkumiesięczne emocje i przemyślenia, które dzielnie zbieram od dłuższego czasu. Ale nie o tym dziś chciałam pisać. Jest Wigilia, a ja odpaliłam czarnego łabędzia aby życzyć Wam samych wspaniałości!

IMG_0142 (2).JPG

Nie wiem jak Wy ale ja wyczekiwałam na ten dzień bardzo długo. To wyjątkowe dla nas święta, bo pierwsze od pięciu lat w Polsce z całą rodziną! Nie ma nic cenniejszego na świecie niż czas spędzony z bliskimi i ja coś o tym wiem. Tego właśnie chciałabym dziś życzyć wszystkim Wam na gwiazdkę… świąt w otoczeniu najbliższych, rodziny i przyjaciół. Dużo radości, uśmiechu i pogody ducha… no i zdrówka oczywiście, bo bez niego ani rusz 🙂 Kochajcie się moi mili i wspierajcie nawzajem. Amen!

A teraz odmeldowuję się i wracam do kuchni, jak to typowa kura domowa.lol

Reklamy

I AM READY FOR XMAS :)

Za tydzień Wigilia, a ja mam już prawie wszystko gotowe. Oh jeee!!! Aż nie chce się wierzyć, że tak sprawnie mi poszło w tym roku. Nie raz wspominałam, że praca w irlandzkim barze w okresie świąt to istne szaleństwo. Dlatego też, aby uniknąć niepotrzebnego stresu i nerwów oraz latania po sklepach z wywieszonym jęzorem i kupowania wszystkiego w pośpiechu, zrobiłam sobie mały plan strategiczny. Pomysły na prezenty obmyślałam dużo wcześniej i sukcesywnie je realizowałam. Nie ma nic gorszego, niż wybrać się na świąteczny shopping z wielką pustką i niewiadomą w głowie. Takie zakupy trwają wieki, a  i tak często wracamy do domu z niczym. Także polecam wcześniej zastanowić się nad ewentualnymi opcjami i pomysłami na upominki. Zaoszczędzi to Wam czasu, energii i niepotrzebnego wściekania się. W końcu to Christmas Time… czas radości, miłości i dobrego nastroju.

Lista świątecznych zakupów też się przyda. To żaden wstyd iść do sklepu z karteczką pełną zapisków. Nie oszukujmy się, bieganie po mieście od sklepu do sklepu zwyczajnie wykańcza… jest grudzień – na zewnątrz zimno, a w budynkach gorąco, zgrzani, zasapani chcemy pamiętać o wszystkim ale nie zawsze się da. W takich momentach mała ściąga jest naszym wielkim zbawieniem 😉

Wczoraj razem z P. wybraliśmy się na moją ulubioną i przepięknie udekorowaną pocztę na O’Connell St. aby wysłać kartki świąteczne do naszych bliskich. Tak, jestem świadoma tego, że mamy XXI wiek i wszyscy mają Internet ale uważam, że kartka to kartka. Miło jest rozerwać kopertę, z której wyskakuje Mikołaj, renifer czy inny bałwan krzyczący HoHoHo Merry Xmas! Czyż nie? Ja co roku czekam na wyjątkową kartę od moich rodziców. Wyjątkową i wzruszającą, bo w środku zawsze czeka odłamany kawałek opłatka. I choć nie mogę spędzić z nimi gwiazdki, to wiem że życzą mi jak najlepiej, kochają mnie i tęsknią równie mocno jak i ja. Możecie mnie nazwać staroświecką ale takich rzeczy nie da się dodać w załączniku i przesłać pocztą e-mail. Niestety ale ludzie coraz bardziej odchodzą od wysyłania kartek i listów, a w naszych skrzynkach pocztowych coraz częściej można znaleźć tylko i wyłącznie rachunki, broszury i inne reklamy. A szkoda.

IMG_3789blog

Kończę pisać i zabieram się za pakowanie prezentów. Dobrze, że mężuś nie widzi tego bałaganu w sypialni hihi. Pozbierałam wszystkie świąteczne dekoracje i razem z moim reniferowym pomocnikiem zabieramy sie za upominki. Nareszcie zaczynam czuć nadchodzące Święta Bożego Narodzenia. Poza gotowaniem wigilijnych potraw to moja ulubiona część przedświątecznego programu hihi. Co prawda, czekam jeszcze na jedną malutką przesyłkę dla mojego P. ale spokojnie powinna trafić w moje ręce przed gwiazdką, więc zajmę się nią później. Uwielbiam pakować prezenty! Te wszystkie kolorowe wstążki, kokardki, koraliki i sznureczki. I choć przyznam, że niektóre torebki są naprawdę urocze i tak śliczne, że oczu oderwać od niech nie mogę, to raczej stawiam na papier, taśmę i moja inwencję twórczą.lol Poza tym, niech obdarowana osoba ma trochę pracy przy rozpakowaniu upominku zanim dowie się co jest w środku 😉

Miłego wieczoru, xoxo

MY FAVORITE XMAS PRESENT is… YOU!

Usiadłam do laptopa opleciona kocem, bo w Dublinie wichura. Zimno, mokro i nieprzyjemnie. W dni takie jak dziś, żałuje że moje biurko przytulone jest do okna hehe. Wijące się drzewa, mokre szyby brrrr.

Powoli zaczynam kompletować prezenty gwiazdkowe dla moich najbliższych, może i wcześnie, a może i nie. Muszę działać strategicznie hehe. Im bliżej Świąt Bożego Narodzenia, tym więcej pracy za barem, co daje większe zmęczenie i brak czasu oraz chęci na latanie po sklepach. Dlatego lepiej zacząć już teraz, na spokojnie. Poza tym przekonałam się na własnej skórze, że kupowanie upominków na ostatnią chwilę to nie jest najlepszy pomysł. Dublińczycy kochają shoppingi i wykupią mi wszystko, także wolę nie ryzykować hehe.

Nie lubię kupować byle czego, zawsze i od zawsze podchodzę do każdego prezentu indywidualnie. Robię rozeznanie dużo wcześniej i koduję głęboko w mojej głowie. Myślę nad tym kto co lubi i czym się interesuje. Zawsze tak było i uwielbiam to. Uwielbiam robić i dawać prezenty. Nie wiem czy za każdym razem udaje mi się trafić  w gust – pewnie nie zawsze, ale na pewno każdy mój upominek jest głęboko przemyślany. Często robię różne rzeczy sama albo zwyczajnie przerabiam, dodaje, mixuje. Uwielbiam takie spersonalizowane upominki… osobiste i jedyne w swoim rodzaju. Ktoś wkłada swój czas, wysiłek i serce to znaczy, że musi Cię bardzo lubić 😉

Ja uwielbiam prezenty niespodzianki, dlatego nigdy nie pytam wprost co kto by chciał i wolę pobawić się w szpiega. Nie każdy to pochwala, wiem że wiele osób woli wybrać sobie coś konkretnego i mieć pewniaka. Dla mnie jednak, nie ma w tym żadnej frajdy. Najfajniejsza jest XMAS PRESENTta niepewność, ta nutka adrenaliny. Rosyjska ruletka! W tym roku razem z P. ustaliliśmy sobie pewien przedział, do którego robimy sobie wzajemnie prezenty. Oczywiście nadal wierze w siwo-brodatego Mikołaja ale on jest tak daleko i ma tyle dzieciaków do obdarowania, że chcemy go troszeczkę odciążyć i sprezentujemy sobie coś sami. Niestety mój P. nie jest tak domyślny i kreatywny jak ja, zresztą podobnie jak większość facetów hehe. Dlatego też obiecałam, że zrobię mu listę rzeczy, które bym chciała i o których marzę a on coś z tego wybierze. Oczywiście nie chcę wiedzieć co. To ma być niespodzianka. Mój mąż ma dar do robienia mi prezentów, które ”prawię chcę” haha. Na przykład, zupełnie niedawno dostałam jedną z uwielbianych przeze mnie bransoletek Lilou, tylko, że… cały czas wspominałam o czarnej z serduszkiem, a dostałam żółtą z gwiazdką. Dobrze, że uroczym grawerem nadrobił haha. Także wiecie, taka lista pragnień to genialna sprawa dla taki mężusiów jak mój. Wy będziecie mieć miłą niespodziankę, a on rozeznanie i ściągę.

Pamiętajmy, że Boże Narodzenie, to coś o wiele ważniejszego niż prezenty. To przede wszystkim RODZINA, MIŁOŚĆ, RADOŚĆ… CZAS Z NAJBLIŻSZYMI! Dobra, nie zapomnijmy o pysznym jedzeniu 😉 A prezent? Prezent to tylko dodatek, symbol, tradycja. Nie jestem fanką przesadnie drogich prezentów. Uważam, że niektórzy przesadzają. Szczególnie rodzice, który wydają majątek na bzdurne, nieprzemyślane gadżety dla swoich dzieci. Nie mam jeszcze własnych pociech ale będę miała i nie wyobrażam sobie, że moje dziecko, na myśl o nadchodzącej Wigilii będzie widziało tylko mega wypasiony prezent za grube pieniądze. Oj nie! Wiadomo, że dzieci czekają na upominki od Mikołaja i to zupełnie zdrowe i normalne ale niech to będzie coś rozsądnego. Mikołaj ma tyle dzieci na całym świecie, że gdyby miał wszystkim dawać ipady, laptopy, konsole do gier to poszedł by z torbami. Gdzie podziały się czasy, gdy dzieci cieszyły się z mazaków, książek czy puzzli?

Jedząc pomarańcze podczas dzisiejszego śniadania, ten niesamowicie słodki i soczysty smak oraz zapach przeniósł nas w czasie do gwiazdki lat 90. Chyba nie ma osoby w naszym wieku, której pomarańcze nie kojarzą się ze świętami. Ulubione lodowe czekoladki mojego męża, których ja nienawidziłam hehe…. jest wiele takich smaków i zapachów, które przenoszą nas do dziecięcych lat. Jakie smaki zapamiętają dzieciaki XXI wieku? Za dużo tego. Nie chcę wyjść na jakąś wielką fankę czasów octu na półkach i mięsa na kartki ale jedno co było korzystne w tym okresie, to to, że ludzie bardziej wszystko szanowali i doceniali. Zapamiętywali smaki i cieszyli się z drobiazgów. Teraz jest wszystkiego tak wiele, że nawet nie masz szansy wszystkiego posmakować. Dzieciaki nie cieszą się już z drobnych rzeczy, a miłość wyraża się w pieniądzu.

Pamiętajmy, że liczy się serce, które ktoś wkłada aby sprawić Nam radość. Stawiajmy na jakość a nie na wielkość! Małe rzeczy, z wielką intencją cieszą najbardziej ❤

XMAS TIME… A**HOLES TIME ;)

Kolejny poniedziałek i kolejny tydzień przed nami. Dzisiaj sobie troszkę pomarudzę. Za kilka godzin zaczynam pracę i przyznam, że jakoś specjalnie nie skaczę z radości na tą myśl. Nie wiem co się dzieje z tymi ludźmi ale ostatnio mamy okropnych klientów. Same dupki i rozpieszczone małolaty, które nie mają w sobie za grosz szacunku i kultury. Irlandczycy chyba nie do końca rozumieją o co chodzi w tym całym bezstresowym wychowywaniu. Czy naprawdę tak ciężko przepuścić przez gardło słowo dziękuję? Miły uśmiech do osoby, która z oddaniem tworzy umilający ci wieczór, magiczny trunek. Czy prosze o zbyt wiele? Świat spada na psy, serio. A tu najgorsze przed nami, bo w Dublinie im bliżej Świąt Bożego Narodzenia tym gorzej. Tradycja 12 pubów i miliony imprez pracowniczych.

BAR na blogaNie mam nic przeciwko imprezowiczom, na prawdę! Kiedyś sama latałam co weekend ze znajomymi potańczyć, zresztą nadal lubię od czasu do czasu wyjść się zabawić. Ale to co się dzieje w Dublinie w okresie świątecznym to istne szaleństwo. Tu nie celebruje się tego magicznego czasu z rodziną, w domu przepełnionym zapachami świątecznych potraw i wypieków. Najważniejsze żeby iść się uchlać do nieprzytomności. Domniemam, że po takiej ilości odwiedzonych klubów to raczej mało realne aby ktoś był chociażby w malutkim stopniu trzeźwy.

Uwielbiam Święta Bożego Narodzenia i staram się oddzielać pracę od życia prywatnego i nie denerwować w tym okresie ale uwierzcie mi, że czasami się po prostu nie da. Wszyscy jesteśmy wykończeni i zestresowani po ciężkich nocach. Biegamy, skaczemy za barem aby każdy mógł jak najszybciej wypić swojego ulubionego drinka. Tylko czy to w ogóle ma sens? Czasami pukam się w głowę, po cholerę ja się tak staram… oni i tak nie zwracają uwagi na to co piją. Możecie wierzyć lub nie ale najczęstszym pytaniem, które zadają klienci jest to o najmocniejszego drinka i mało istotne jest, co wchodzi w jego skład.

Najbardziej śmieszą mnie ludzie, którzy dosłownie błagają o extra kropelkę alkoholu. Serio? Twoje błagania są po prostu żenujące i zwyczajnie śmieszne.lol Po kilku latach pracy za barem doszłam do wniosku, że najgorsze są dziewczyny. One piją dwa razy więcej od facetów i wcale nie żartuje. Podczas gdy mężczyzna zamawia pinta piwa, jego dziewczyna bierze koktajl i jeszcze shota, bo za słabe. Nie chcecie wiedzieć, co dzieję się potem w damskich toaletach. Syf, smród, sodoma i gomora.

Okres listopadowo-grudniowy jest na maxa wyczerpujący dla nas wszystkich pracujących w dublińskich barach. Myślę, że nie jeden barman się ze mną zgodzi, iż najgorsi są niedzielni kierowcy nocnego życia. Głównie ludzie z biur, którzy tylko w okresie świątecznym wychodzą w miasto i myślą, że pozjadali wszystkie rozumy. W ogóle nie imprezują w ciągu roku i totalnie nie wiedzą jak się zachować, piją na umór, szybko łapią fazę, mają miliony pretensji i przede wszystkim w ogóle nie liczą się ze staffem. Czy tylko dlatego, że pracujesz w korporacji musisz tak zadzierać nosa? Ja w Polsce też byłam biurwą i nigdy nie wywyższałam się z tego powodu. Tak samo jak świat potrzebuje księgowych, bankierów, grafików etc. tak samo potrzebuję barmanów, kucharzy, sklepikarzy czy śmieciarzy. Tym bardziej w Dublinie, mieście w którym życie kręci się wokół barów.

No nic, wyżaliłam się troszeczkę, uwolniłam emocje i mogę zbierać się do pracy. Trzymajcie za mnie kciuki abym wytrwała ten szalony, dupkowaty okres.

Jestem ciekawa jak u Was wygląda okres przed świąteczny. Pracowicie, rodzinnie a może już zaczęła się gorączka świątecznych zakupów?